sobota, 24 stycznia 2015

Lost boy [4]



Minho

Choi zakrył oczy, kiedy ostre poranne światło oświetliło jego twarz. Czuł przyjemny letni wiatr na polikach, uśmiechając się subtelnie pod nosem na to doznanie. Siedział w parku niedaleko ich mieszkania, a wokół roznosił się śmiech młodego chłopaka oraz kobiety. Jej głos był niezwykle melodyjny i kojący serce bruneta. Młody chłopiec, ledwo czteroletni, pomachał do niego ze swojej huśtawki. Nawoływał go bez przerwy. Na krótkich nogach podbiegł do niego, ciągnąc za rękaw ciemnej bluzy z żółwiami ninja. Minho zamiast utkwić wzrok w chłopcu, spojrzał na matkę czując rosnącą gorycz widząc jej wzrok skierowany na dziecko. Nie patrzyła na niego. Od czterech lat stał się niemal niewidoczny. Czy tak wiele chciał?

Minho

Pragnął tylko trochę uwagi, jako to gorsze dziecko. To niechciane, zrodzone z grzechu i w nim wychowane. Pomimo wcześniejszej doznanej miłości od matki, wiedział podświadomie, że zniszczył jej życie. Czy to nie ironiczne, iż z pozoru nieświadomy chłopiec, jest w stanie tyle zrozumieć? Dziecko targało jego rękawem. Minho odczuwał coraz większą złość. Zazdrość. Zazdrość tak wielką, że aż go zjadała od środka. Odtrącił tą niewinną, małą rączkę. I znowu słyszał swoje imię. Chłopiec powtarzał je w kółko niczym mantrę, głosem pełnym uwielbienia.

Minho….

Minho, kochaj mnie.

- Minhoo… - brunet otworzył gwałtownie oczy, oddychając płytko. Nienawidził tych snów. Nie były to typowe koszmary, które przestraszyłyby pogrążonego we śnie człowieka. Te sny wyniszczały go psychicznie, były skazą na jego duszy. Chwilę mu zajęło, nim zwrócił uwagę na osobnika, który wybudził go z nocnej mary. Blondyn uśmiechnął się szeroko, siedząc na biodrach bruneta.

- Tae, potrzebujesz czegoś? – zapytał, chcąc się podnieść do góry opierając na ramionach, ale poczuł opór, kiedy spróbował się poruszyć. Zmarszczył brwi, a na jego twarz wszedł grymas niezadowolenia, niemal zdenerwowania na młodszego chłopaka. Zagryzł mocno zęby, uwydatniając zarys szczęki. Tae zaśmiał się pod nosem, dłonią głaszcząc brzuch mężczyzny. – Rozwiąż mnie – warknął ostrzegawczo Minho, bojąc się tego co znowu mogło wpaść do głowy temu dzieciakowi. Poza tym każdy byłby oszczędny w uprzejmości, kiedy zaraz po przebudzeniu dowiaduje się, że wbrew jego woli został związany. Do tego własnym krawatem wokół nadgarstków. Co gorsza Taemin robił niespodziewanie mocne węzły.

- Ale Minho… - Tae zrobił niewinną minę, unosząc wysoko brwi, co powiększyło i tak już duże, brązowe oczy. – Jeśli cię rozwiąże, to nie będzie zabawy – mruknął przebarwionym dziecinnym głosem, zaraz uśmiechając się kącikiem ust. Choi zmrużył oczy, taksując chłopaka wzrokiem. Oceniał zagrożenie, niczym każda ofiara zapędzona w róg, szukając ucieczki z pułapki. Blondyn miał na sobie za dużą koszulkę, która sięgała mu zwykle poza pośladki tym samym, kiedy siedział osłaniała dolne partie, ale opcjonalnie poza bokserkami, chłopak nie miał na sobie nic więcej.

- Jeśli mnie rozwiążesz… - zaczął, starając się zachować spokój. – To cię nie ukarzę za ten wybryk – mówił jak do dziecka, ale nie widział innej opcji, aby dotrzeć do Taemina w obecnym stanie. Swoją drogą nie był pewien co mu odbiło. Taemin na słowa bruneta uśmiechnął się w ten dziwny, prowokujący sposób, unosząc koszulkę do góry. Minho zabluźnił pod nosem, opadając głową na poduszki.

- Ja chce zostać ukarany – wyszeptał głosem cichym, ale przepełnionym pożądaniem. Blondyn wsunął dłoń pod materiał bluzki, dłonią dotykając swoich twardych sutków. Podnosząc koszulę odsłonił bokserki, a pod nimi twardego członka. Nad ranem obudził się z potrzebą seksu. Nie mógł przestać o nim myśleć, a zwłaszcza o Minho po drugiej stronie ściany. Jego myśli były nieczyste. Nie był w stanie powstrzymać samego siebie czy wmówić sobie, że to złe. Po prostu kierował nim instynkt, który pragnął seksu. Mocnego, brutalnego i długiego z cholernie przystojnym mężczyzną w jego domu. Nie obchodziło go to, co będzie jutro.

- Cholera – Choi nie przejmował się swoim językiem. Jeśli byście go zapytali, czego najbardziej się obawiał podczas opieki nad Tae, bez wahania odpowiedziałby, że na pierwszym miejscu jest próba samobójcza. Jednak niemal na równi byłoby odhamowanie seksualne, które występuję częściej u chorych, niż myśli o odebraniu sobie życia. – Minnie, proszę, rozwiąż mnie – Minho wiedział, że to na nic, lecz nie chciał się poddać, bo to by znaczyło, że przegrał z samym sobą. Tae był jego pacjentem, a jakikolwiek związek jest pogwałceniem etykiety.

- Minho! – Taemin jęknął zirytowany i obrażony. Nie rozumiał czemu brunet wszystko tak utrudnia. – Przecież wiem, że ci się podobam. Widzę to w twoich oczach, dlaczego więc nie ulegniesz? – mówił załamany, bo przecież już dawno mógł dostać to, czego chce, a pożądanie się w nim kumulowało, bliskie wybuchu. Blondyn, nie czekając na odpowiedź, przysunął się do mężczyzny, łącząc ich usta w subtelnym pocałunku. Choi sapnął głośno. Mimo wszystko był tylko człowiekiem, który od dawna nie uprawiał seksu, zbyt zajęty pracą. Co za ironia, że podczas jej wykonywania zostanie nagrodzony chwilą przyjemności. Jednak nie powinien o tym myśleć w ten sposób. To było złe w każdy sposób. Na ile mógł z zawiązanymi rękoma, odsunął od siebie blondyna, który wykrzywił usta w niezadowolony grymas. Nie był szczęśliwy z ciągłego oporu, ale nie poddawał się. Wsunął dłoń między ich ciała, pieszcząc sprawnymi, długimi palcami krocze mężczyzny. Minho zagryzł zęby, zaciskając mocno powieki. Chciał walczyć z własnym ciałem, ale nie był w stanie. Nie chciał tego, ale, do cholery, Taemin był seksowny i podniecał go już wcześniej, lecz odganiał te myśli. Teraz nie miał już drogi ucieczki.

- To jest złe… - zapierał się dalej brunet, chociaż był już półtwardy. Nawet obrzydliwe myśli nie były w stanie ostudzić jego podniecenia. Tae pokręcił głową, unosząc się z szatyna, by ściągnąć uwierające bokserki. Najpierw swoje, potem zsunął te bruneta. Blondyn sapnął zachwycony widząc rozmiar męskości Minho. Choi leżał sztywno z zamkniętymi oczami. Nie widział blondyna, bo tego nie chciał. Wiedział, że patrząc na niego może stracić nad sobą kontrolę. Kolejne bluźnierstwo wyrwało się z jego ust wraz z cichym jękiem, kiedy poczuł wargi omiatające główkę jego członka. Oddychał coraz ciężej z każdym kolejnym centymetrem głębiej gardła Taemina. Blondyn miał doświadczenie, a brunet nie chciał nawet myśleć skąd ani ile razy robił to z przypadkowymi osobami. – Szlag… Tae… - wysapała z trudem mężczyzny, dłońmi sięgając do włosów blondyna, by odciągnąć go. Jeśli zaraz by nie przestali, to on doszedłby w ustach chłopaka. Taemin jęknął, kiedy Choi pociągnął go mocno za włosy. Lubił być w ten sposób traktowany. Ciągnięty za włosy, podczas gdy ktoś rżnął go brutalnie od tyłu, uderzając mocno w pośladki otwartą dłonią i nazywał dziwką. Bywał nią w takich momentach, kiedy wymykał się z domu, by przespać z pierwszym chętnym facetem. Nie miał wtedy kryteriów. Nie liczyło się czy mężczyzna jest przystojny lub hojnie obdarzony, czy zrobią to w hotelu, jego mieszkaniu czy toalecie. Liczył się tylko seks. Jednak z Minho było inaczej. W tym momencie nie był w stanie powiedzieć, co jest innego w tym stosunku.

Blondyn ponownie usiadł na biodrach mężczyzny w dłoń łapiąc obie męskości, ocierając je o siebie. Na czubku członka Tae zbierały się pierwsze krople prejakulatu. Dziwne jest to, że tak rosły mężczyzna jak Minho nie jest w stanie zrzucić z siebie takiej kruszyny jak Taemin, prawda? Choi mógł to zrobić, lecz związany nie miał kontroli nad całym ciałem, a nie chciał zrobić blondynowi krzywdy. Oczywiście po prostu próbował wytłumaczyć przed samym sobą swoją bierność. Podświadomie, gdzieś bardzo głęboko wiedział, że do tego dojdzie i wyczekiwał takiej okazji. Nie spodziewał się jednak, iż będzie tak ograniczony. Może też dlatego zareagował paniką i niepokojem? Chociaż nadal udawał, że chodzi o wiek Taemina i to, że ten jest jego pacjentem.

- Minho, pozwól mi się pocałować… - Tae brzmiał na zdesperowanego. Tak wiele razy myślał o ustach bruneta. Chciał ich znowu skosztować, gdyż poprzedni raz nie był wystarczający. Zbyt krótki, zbyt jednostronny. – Proszę – dodał błagalnym głosem. Choi zrobił największy błąd, jaki mógł uczynić w obecnej sytuacji. Spojrzał w te wielkie, sarnie oczy. Może i Tae siedział półnagi na jego biodrach, posuwał się niemal do gwałtu, ale jego spojrzenie było nadal miękkie, przepełnione strachem i nadzieją, że nie zostanie odrzucony. Tym właśnie był ten chłopak. Odepchnięty przez swoją chorobę, szukający po prostu kogoś, kto go pokocha. Minho zamknął oczy biorąc głębszy oddech. Kiedy ponownie rozpostarł powieki wiedział już co powinien zrobić. Pokiwał głową na znak zgody. Taemin uśmiechnął się z ulgą, nie czekając aż brunet się rozmyśli pochylił się i połączył ich usta w namiętnym pocałunku. Choi nie pozostawał bierny podczas pieszczoty. Blondyn, kiedy oderwali się od siebie, dyszał ciężko patrząc na Minho zamglonymi oczami. Otworzył usta, by coś powiedzieć, lecz nie wydobyła się z nich nawet jedna sylaba, zupełnie jakby chłopak w ostatnim chwili się rozmyślił. Obdarzył bruneta jedynie szerokim uśmiechem, nim odsunął się od niego. Nie wstając, uniósł się jedynie na tyle by przytrzymać członka mężczyzny pionowo, nim zaczął się powoli opuszczać.

- Taemin, czekaj! – Choi otworzył szeroko oczy w szoku. To nie był jego pierwszy raz z facetem, więc wiedział, że nie można tak od razu w niego wchodzić bez wcześniejszego przygotowania. Inaczej sprawi partnerowi wielki ból.

- W porządku… - sapnął blondyn, zagryzając zęby na wardze, kiedy główka członka przeszła przez okręg mięśni. – Przygotowałem s-się wcześniee.. o fuck – Tae jęknął głośno, od razu opadając do końca. Rozciągnął się pod prysznicem, ale nie podejrzewał, że Minho będzie taki spory. W końcu mówi się, że Azjaci mają małe penisy. Dlatego był mile zaskoczony tym, co Choi skrywał w bokserkach. Chłopak wziął kilka głębszych wdechów, nim ponownie się wyprostował, dłonie opierając za sobą. Zaczął powoli unosić biodra, by ponownie nabić się na członka. Z początku narzucił wolne tempo drażniąc się z tymczasowym opiekunem. Taemin wbrew początkowemu zniecierpliwieniu napawał się tą sytuacją. Czuł przyjemny prąd przechodzący po jego ciele z każdym ruchem bioder. Minho nie był w stanie na niczym się skupić. Nie spuszczał wzroku z blondyna. Z jego subtelnych ruchów ciała, przyjemności malującej się na twarzy oraz tego elektryzującego, prowokującego spojrzenia. Choi już irytowała ta bezczynność. Poderwał się nagle do góry, zaskakując tym samym Taemina, pod którym ugięły się ramiona. Minho zgiął go w pół, jedynie cudem samemu nie robiący fikołka w przód. Tae, kiedy tylko zorientował się w sytuacji, objął mocnym i desperackim uściskiem bruneta wokół pasa nogami. – Nie… - tylko tyle był w stanie wydukać, patrząc na bruneta wielkimi zlęknionymi oczami.

- Spokojnie – Choi wyszeptał z subtelnym uśmiechem, wyciągając dłonie do przodu. – Rozwiąż – poprosił kolejny raz tego dnia, tym razem ze skutkiem. Taemin nieco niepewnie złapał za węzeł, ale coś kazało mu wierzyć brunetowi. Minho, kiedy krawat opadł, rozmasował nadgarstki. Teraz mógł to skończyć. Po prostu odejść, ale z jakiegoś powodu nie mógł tego uczynić i na pewno nie były to chude nogi blondyna oplatające go w pasie. Uświadomił sobie, że tego właśnie chce. Dla niego seks nie był ważnym elementem życia, ale Tae był wyjątkowy. Nie przez swoją chorobę, czy inne czynniki zewnętrzne. Choi po prostu go lubił i chciał o niego dbać, więc jeśli ten potrzebował kogoś kto go przeleci – uczyni to z wielką chęcią.

***

Dym wypełnił jego płuca, by po chwili wydobyć się z organizmu w postaci szarych kółek tworzonych przez bruneta. Kilka metrów dalej przejechał samochód a po chodniku przeszła starsza kobieta z torbą zakupów i wnukiem drepczącym za nią. Może to był nawet jej prawnuk? Teraz kobiety coraz szybciej zachodziły w ciąże. Widząc nastolatkę z wózkiem na ulicy, człowiek zastanawia się czy jest matką, czy jedynie siostrą. Świat się staczał po równi pochyłej. Nastolatki zachodziły w ciążę, a psychologowie sypiali ze swoimi pacjentami…

- Nie wiedziałem, że palisz – o wilku mowa. Zza drzwi wejściowych wyłoniła się potargana blond czupryna. Taemin mimo że uśmiechał się, to uciekał nieznacznie wzrokiem, kiedy ich spojrzenia się skrzyżowały. Było mu wstyd za to co zrobił. Był w pełni świadom swoich czynów, lecz był w stanie znieść te dni, kiedy wymykał się z domu, aby przespać się z kimś kogo nigdy więcej nie zobaczy. Choi ostatni raz zaciągnął się papierosem, rzucając go następnie na ziemię i przygniatając butem.

- Zdarza mi się, kiedy muszę pomyśleć – przy każdym rozsunięciu warg z ust wydobywały się resztki dymu papierosowego. Właściwie to Minho nie lubił palić, ale w dziwny sposób pozwalało mu to pozbierać myśli. – Tae… - brunet wypowiedział cicho imię podopiecznego, który bynajmniej dalej wpatrywał się z ziemię. Jego ramiona zaczęły drżeć pod materiałem cienkiej bluzy, lecz na pewno nie było to spowodowane zimnem. Chciał go objąć i powiedzieć, że wszystko się ułoży, lecz nie mógł go kłamać. Nie wiedział co teraz będzie.

- Przep… - nie dane mu było dokończyć, bo brunet przyłożył mu palec do ust. Widział już łzy w jego oczach. Nie chciał o tym rozmawiać przed domem. Zbyt wielu zainteresowanych na około.

- Nie waż się mnie przepraszać, jeśli nie żałujesz. Wiedz, że potrafię rozpoznać, kiedy kłamiesz – mówił tonem rozbawionym, chociaż nie było mu za bardzo do śmiechu. Pociągnął młodszego chłopaka za nos, widząc jego nadęte poliki w końcu puścił. – Chyba musimy porozmawiać – dodał już poważnie, mimowolnie kładąc dłoń na kieszeni w której znajdowała się paczka papierosów. Chciał zapalić jeszcze jednego, ale nie teraz. Taemin dał się poprowadził do salonu, siadając bokiem na kanapie by być przodem do bruneta. Siedzieli w cichy, a kiedy w końcu odważyli się ją przerwać weszli sobie w słowo. Taemin zaśmiał się, speszony drapiąc się po karku. Choi zamilkł, przyglądając się uważnie blondynowi. Był dzisiaj taki zwyczajny. Bez objawów depresji czy manii. Nie miał słowotoku ani niechęci do życia. Zachowywał się jak normalny dzieciak, który przespał się ze znajomym nie do końca świadomie. – Czemu nie poznałem cię w innych okolicznościach? – dopytał, lecz nie oczekiwał od Taemina odpowiedzi i nikt inny również nie był w stanie jej udzielić. Doskonale zdawał sobie sprawę, że gdyby tylko dane im było się poznać w innym miejscu, wtedy na pewno by się w nim zakochał.

- Chodzi ci o to, że jestem rąbnięty? – Tae zaśmiał się nie żywiąc bynajmniej żadnej urazy. Wiedział, że nie jest normalny, a gdyby nie choroba jego życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Choi chciał zaprzeczyć, ale blondyn uciszył go ruchem ręki. – Rozumiem. Sam ze sobą nie mogę niekiedy wytrzymać – chociaż się uśmiechał, to w jego oczach widać był ból. Oglądał tak wiele filmów i myślał jak cudownie by było chodzić co tydzień na te same zajęcia. Mieć grono niegodnych zaufania znajomych oraz kilku wartych swojej nazwy przyjaciół. – Jestem tak zmienny, że nawet moja matka… - urwał w połowie zdania, spuszczając na chwilę głowę, a kiedy ponownie ją uniósł znowu się uśmiechał. – Mówię za dużo w stresie – zaśmiał się nieszczerze z kwaśną miną.

- Czy twoja mama coś ci robi? – dopytał zaniepokojony poprzednim uciętym zdaniem. Kobieta wydawała się być dobrą matką, ale pierwsze wrażenie bywa mylne, o czym nawet on często zapomina.

- Nie, nic z tych rzeczy! – zaprzeczył od razu, chociaż było widać, że nie mówi wszystkiego. Taemin nie chciał mówić o tym co się niekiedy działo w tych starych czterech ścianach, ale z drugiej strony komu innemu może zaufać, jeśli nie Minho? Bezwiednie przysunął się bliżej w poszukiwaniu bezpieczeństwa. – Czasami tylko ma mnie dość, kiedy ciągle gadam, więc zamyka mnie w pokoju albo czasami… czasami na mnie krzyczy, ale ją kocham – Choi podziwiał chłopaka za podejście i szczerość. Nie mógł też potępiać kobiety, bo wiedział, że mieszkanie z chorym i opiekowanie się nim całkowicie samemu jest trudne.

- Tae, jeśli chodzi o poprzednią noc… - znowu nie dane mu było dokończyć, bo blondyn zasłonił mu usta. Minho nawet w delikatnym świetle porannego słońca skrytego za lekkimi chmurami zauważył rumiane poliki blondyna.

- Te dni spędzone z tobą były najwspanialsze w całym moim życiu, dlatego błagam Minho, pozwól mi tkwić w tej ułudzie i nie niszcz tego. Wytrzymaj tylko ten ostatni tydzień, a potem odejdziesz i będziesz mógł o mnie zapomnieć – chłopak powoli odsunął dłonie, kiedy Choi kiwnął głową.

- Nie zapomnę – zapewnił go brunet bez chwili zawahania w głosie. Był pewien, że jakkolwiek się nie skończy ten tydzień, to Taemina pozostanie w jego pamięci na zawsze. Blondyn obdarzył go uśmiechem, który mówił nie wierze ci. – Mówię prawdę! – Minho desperacko pragnął, aby chłopak mu uwierzył. Gdyby tylko okoliczności były inne wiedział, że zakochałby się w nim bez opamiętania. Obecnie nie potrafił powiedzieć co do niego czuje. Przywiązanie, a może chęć zaopiekowania się nim lub co gorsza naprawdę go pokochał?

- Zrobisz coś dla mnie? – Taemin nie odniósł się do deklaracji mężczyzny. Nie był na tyle głupi, by wierzyć w słowa. Sam wypowiadał ich wiele i wiedział jak mało znaczą. – Przez ten ostatni tydzień pozwól mi poczuć się kochanym. – jego wzrok był poważny a głos drżał w obawie odrzucenia. – Błagam. – dodał, wiedząc, że to jedyna opcja. Nie chciał nawet myśleć co będzie, kiedy jego matka zniknie. Ostatnia osoba, która jest mu bliska a za razem wytrzymuje z nim. Tae od dawna podejrzewał, że nie będzie mu dane zaznać szczęśliwego i długiego życia z ukochaną osobą. Nikłe były jego nadzieje na znalezienie kogoś z kim mógłby się związać. Dlatego nic dziwnego, że tak szybko zakochał się w Minho. Była to miłość niedoświadczonego dzieciaka, lecz zaskakująco głęboka.

- Zrobię dla ciebie wszystko – tym razem Taemin uwierzył w słowa bruneta. Przytaknął gorliwie nie będąc z siebie w stanie nic wydusić. W oczach zebrały mu się łzy ulgi. Niemal rzucił się na Minho, obejmując ciasno wokół szyi.

Godzinę później siedzieli na tej samej kanapie. Tae opierał się plecami o tors starszego mężczyzny, podczas gdy ten półleżąc obejmował go w pasie. Blondyn co jakiś czas przesuwał palcami po ramieniu Minho, które trzymał go mocno przy sobie. Choi puścił z laptopa film. Lucy, zdaniem bruneta był beznadziejny, zbyt naciągany i skupiony na nawalance oraz efektach specjalnych, a szkoda bo miał potencjał. Jednak Taemina urzekł trailer, a starszy mężczyzna nie umiał mu odmówić. Zwłaszcza nie teraz, kiedy kładł się na nim i patrzył tymi wielkimi, sarnimi oczami. Och, jak on kochał te oczy.

Lucy właśnie próbowała przechwycić srebrne walizki od mężczyzny, którzy mieli zająć się ich przemytem, kiedy Tae spojrzał w górę na Minho. Ten czując na sobie jego wzrok mruknął pytająco pod nosem. Chłopak póki co nic nie mówił, więc Choi złożył na jego czole czuły pocałunek.

- Kim… - zaczął, zagryzając następnie wargę. Zbierał w sobie odwagę od kilku dni, aby zadać to pytanie. – Kim był ten ktoś, o kim mówił Kibum? – w końcu wydusił z siebie to, co leżało mu od kilku dawna na sercu. Choi zmarszczył brwi. Chwilę mu zajęło nim pojął o co pyta Taemin. Jego twarz od razu stężała, a uścisk wokół talii chłopaka zelżał.

- Podsłuchiwałeś? – mruknął pod nosem, nie wiedząc czemu czuł się urażony. Do tego skoro słyszał o nim, to na pewno nie umknęła mu również wzmianka o seksie z Key. Taemin spuścił głowę niczym skarcone dziecko.

- Nie zrobiłem tego specjalnie, ale… nie chciałem wchodzić w połowie rozmowy. Tym bardziej, że mogliście robić coś, czego nie chciałem widzieć – burknął pod nosem, krzyżując ramiona na piersi.

- Nic mnie już nie łączy z Kibumem. To przeszłość – wytłumaczyć się, chociaż Taemin o to nie prosił. Co nie zmieniło faktu, że blondyn od razu poczuł się lżej z tą informacją. Dla pewności spojrzał w oczy Minho. Wierzył mu. Choi nie był typem faceta, który sypiałby z kilkoma osobami równocześnie.

- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie – przypomniał chłopak, który bynajmniej nie miał zamiaru ustąpić. Za bardzo chciał wiedzieć.

- Lepiej, abyś nie wiedział.

- Dlaczego?! – Taemin poderwał się do góry, patrząc na opiekuna z żalem. Może i nie był normalny, ale czy był ktoś lepszy do zwierzania się niż on? W końcu wygada się najwyżej swoim halucynacją. – Minho, proszę! – mruknął niczym marudne dziecko. Nadużywał tego dnia to słowo, ale może i tym razem się uda. – Ty wiesz o mnie wszystko, a ja o tobie nic. – dodał skamląc z tymi wielkimi brązowymi oczami utkwionymi w mężczyźnie.

- Przestaniesz postrzegać mnie jako dobrego faceta – mruknął z mniejszym przekonaniem niż chwile temu. Do cholery, łamał się niczym cienka gałązka pod naporem drobnej postaci Taemina. Gdzie podziała się jego stanowczość?

- Jesteś głupi, jeśli tak myślisz – odparł z typową dla siebie szczerością. – Nie dostając nic w zamian zamieszkałeś tutaj i opiekowałeś się mną, a na pewno nie jestem jedynym, któremu pomogłeś. Jesteś dobry, Minho. Nic nie sprawi, że zmienię o tobie zdanie. Co najwyżej przestaniesz być panem idealnym, ale to dobrze. Przestane czuć się wtedy przy tobie tak wybrakowany – zaśmiał się przy okazji nie szczędząc sobie krytyki własnej osoby. Chłopak miał niezwykle trzeźwe spojrzenie na samego siebie. Choi go za to podziwiał i uwielbiał. Dlatego złamał się i zaczął mu opowiadać o swojej matce i przykrości jaka ją spotkała w postaci dziecka, którym był on.

- Kiedy miałem sześć lat moja mama zaczęła spotykać się z prawnikiem. To był dobry mężczyzna i zapewniał nam godny byt. Niestety pierwsze wrażenie bywa mylne. Okazał się oszustem, a chcąc ratować swoja skórę po wyjściu jego sekretów, postanowił wyjechać za granice. Nie zapomniał jednak o mojej matce i zostawił jej mieszkanie w bloku. Nie było wielkie, lecz wystarczało dla naszej dwójka, a już niedługo miało być nas trzech. – Choi zaczął się bawić palcami lewej dłoni Taemina, który siedział pomiędzy jego nogami. – Wiesz, cieszyłem się, że będę miał brata. – mruknął pod nosem, nie patrząc póki co w oczy blondyna. Bał się tego co w nich ujrzy, kiedy skończy opowiadać całą historię. – Pierwsze dwa lata były wspaniałe, naprawdę – dodał bez przekonania w głosie, zupełnie jakby starał się przekonać sam siebie. Nie był w stanie uwierzyć w te słowa. – Kogo ja oszukuje. To był koszmar! Zostałem zepchnięty na bok, a wiesz jak to działa na dziecięcą psychikę? Odczuwałem niechęć własnej matki i jej uwielbienie dla mojego brata. Zacząłem mu zazdrościć, łaknąc uwagi mamy, jednak jako ten gorszy syn nie mogłem na to liczyć. Nie mogłem się wyżyć na niej, więc robiłem to na bracie. On mnie tak cholernie kochał i uwielbiał – głos bruneta przesączony był goryczą i obrzydzeniem dla samego siebie. Taemin widząc ten smutek w jego oczach przysunął się bliżej, kładąc mężczyźnie głowę na ramieniu na znak wsparcia. – Był wesołym dzieciakiem, ale przez moje zachowanie, odtrącanie go na każdym kroku oraz wykazywaną nienawiść w końcu zaczął się w sobie zamykać. Ja byłem zbyt zaślepiony, aby zauważyć, że coś jest nie tak. Wszystko to była moja wina… - wyszeptał ostatnie zdanie cicho pod nosem, patrząc uporczywie w dywan.

- Co takiego jest twoją winą? – zapytał zaniepokojony blondyn, dłonią głaszcząc mężczyznę po włosach. Nie był głupi i domyślił się, że chłopak, o którym opowiada szatyn, już dawno nie żyje. W końcu ciągle używał formy przeszłej, kiedy nawiązywał do niego.

- Mama pracowała niekiedy na dwie zmiany. On był nadal mały, a ja miałem ponad czternaście lat. Powinienem się nim opiekować, lecz pewnego dnia… po prostu go zostawiłem samego w domu. Nie chciałem z nim siedzieć, a znajomy zaprosił mnie do siebie. Możesz sobie wyobrazić, że nie skończyło się dobrze – Choi parsknął pod nosem z goryczą. Taemin zauważył, że jego oczy zaszkliły się i odbijały światło, które padało z wyciszonego telewizora. – Do tej pory nie wiem czy to był wypadek, czy też zrobił to umyślnie, co nie zmienia faktu, że to wszystko to moja wina.

- Jak zginął? – zapytał Taemin nim zdążył się ugryźć w język. Jednak Minho spodziewał się tego pytania.

- … Utopił się – wydusił w końcu przez ściśnięte gardło, zaciskając mocno powieki. Od razu wróciło wspomnienie jego matki, która wróciła do domu przed nim i tulił zimne ciało swojego ukochanego syna. Obraz rozmazał się, a on ujrzał Taemina w wannie. Wszystko było niezwykle wyraźne. Chociaż w tamtej chwili był przerażony, to umysł zapamiętał każdy najmniejszy szczegół, aby potem go dręczyć. – Gdybym tylko nie kierował się nienawiścią i pychą… To ja powinienem być na jego miejscu. Pociągnąłem za sobą tak wiele żyć – Minho wydawało się, że słyszy siebie gdzieś z oddali, zupełnie jakby był w innym pokoju. – Brat, potem matka, która przeze mnie wpadła w depresje… - wyszeptał, nie powstrzymując samotnej łzy, która spłynęła mu po poliku. Nikomu tak dawno o tym nie wspominał. Tłumi to w sobie od lat i pozwalał poczuciu winy wyżerać się od środka.

- Minho… - Tae sam był bliski płaczu. Objął mocno mężczyznę wokół karku swoimi drobnymi ramionami, wtulając głowę Choi w swój tors, głaszcząc powoli po włosach.

- Był do ciebie podobny – dodał w koszulkę blondyna. Ten zatrzymał na chwile dłoń, nie będąc pewnym czy się nie przesłyszał, jednak kiedy Choi dalej pozwalał sobie pleść co ślina na język przyniesie, Tae był pewien, że poprzednie słowa mężczyzny nie były tylko wytworem jego wyobraźni. – Oboje nie zasłużyliście na tak okrutny los. – Minho w końcu objął blondyna wokół pasa, wtulając mocniej twarz w jego pierś. Nie odezwał się już nawet słowem, a Taemin powrócił do kojącego pieszczenia jego krótkich brązowych kosmyków.

***

Brunet cenił sobie spokojne poranki. Zwłaszcza odkąd budził się u boku Taemin, bez cienia koszmaru pod powiekami. Blondyn przytulał się w czasie snu do niego niczym koala do drzewa. Grzał go przyjemnie nocami, a nad ranem witał najczęściej szczerym uśmiechem. Od ich rozmowy minęły dwa dni i może to nieco nad wyrost, aby Minho pomyślał, że jego stan się poprawił, bo nie miał epizodów depresji. Chyba chciał się karmić tymi kłamstwami. Przy czym coraz dotkliwiej przypominał sam sobie, że niedługo będzie musiał go zostawić. Nie chciał tego, bo naprawdę się do niego przywiązał, a gdzieś w sercu czuł lęk, że jeśli go zostawi, to chłopak podzieli los jego brata.

- Dzieeń doobnasn – Taemin ziewnął głośno, zniekształcając tym samym wypowiadane słowa. Choi rozczulił widok potarganego blondyna ze śladami snu w oczach oraz odciśniętym śladem zagięć poduszki na poliku. Wcześniej walczył z uciskiem w sercu na myśl o Tae, ale wiedział, że nie ucieknie przed samym sobą. Zakochiwał się w tym dzieciaku, chociaż to było złe i niemoralne, w końcu Tae nadal był niepełnoletni.

- Hej, jak się dzisiaj czujesz? – zapytał, jak zwykle miał w zwyczaju wypytywać o jego stan psychiczny. Tae zamyślił się na chwilę, mrużąc oczy, kiedy promienie słońca go oślepiły. W końcu spojrzał na Minho, a jego oczy błyszczały. Choi wie, że to niemożliwe, ale był w stanie dojrzeć w jego spojrzeniu iskry radości.

- Jestem szczęśliwy. – wyszeptał pod nosem w obawie, że zepsuje nastrój przyjemnego poranka. Brunet nie pytając o nic więcej złapał chłopaka za kark, całując go namiętnie z pasją i uczuciem w jędrne wargi.

***

Dni mijały zbyt szybko. Starali się brać z nich pełnymi garściami. Minho siedział całymi dniami z Tae, wychodził z nim w swoje ulubione miejsce, zabrał go nawet do lunaparku i salonu gier. Na małe zakupy oraz do kina. Taemin chodził ciągle szczęśliwy z wielkim uśmiechem od ucha do ucha. Choi chciał, aby jak najlepiej zapamiętał wspólny czas i nawet nocami nie próżnowali. Chociaż oboje byli często zmęczeni dniem pełnym wrażeń, to nawet wieczorami nie zwalniali. Potrafili kochać się godzinami, skupiając się na pieszczotach, innym razem pieprząc się mocno, aż opadali całkowicie z sił.

- Cholera, chyba się zakochałem – Minho zaśmiał się gorzko. Jak co rano stał w kuchni z kubkiem kawy i wyglądał przez okno na ulice oraz pobliskie domy. Zostały tylko dwa dni, nim wróci matka Taemina. Jednak Choi nie chciał odpuścić tak łatwo. Postara się o opiekę psychologa nad Tae i zgłosi się jako jego lekarz. Pieprzyć etykę zawodową i to, że będzie kochał własnego pacjenta. To jedyny sposób, aby go nie zostawiać. Jeszcze nie powiedział Taeminowi o swoim planie, ale zrobi to na dniach.

Brunet otworzył lodówkę z zamiarem zrobienie blondynowi śniadanie do łóżka, lecz ta okazała się świecić pustkami. Musiał wyjść do sklepu, a ten znajdował się około dwudziestu minut drogi stąd. Dom był na sporym zadupiu. Minho dopił kawę, zarzucając bluzę w drodze do sypialni. Taemin dalej smacznie spał, a on nie miał serca budzić go tylko po to, aby zaciągnąć na drobne zakupy. Chłopak ostatnio był w naprawdę dobrym stanie, dlatego jedynie z niewielką wątpliwością Choi wyszedł do sklepu. Zostawił blondynowi wiadomość na lodówce w razie gdyby obudził się przed jego powrotem. Czuł lekki niepokój, kiedy wychodzić z domu, ale wierzył, że nic się nie stanie. W końcu Tae ostatnio miał świetny nastrój, prawda?

Z torbą pełną świeżych produktów wrócił do starego mieszkania. Było cicho, kiedy wszedł. Postawił zakupy na ladzie w kuchni, zauważając kartkę zdjętą z lodówki i położoną na mikrofali.

- Taemin?! – zawołał w głąb mieszkania, lecz odpowiedziała mu cisza. Zostawił torby w kuchni, samemu idąc do sypialni. Kołdra była rozkopana, lecz nie było w pomieszczeniu śladu po blondynie. Choi czuł narastający strach. – Tylko znowu nie to… - wyszeptał do siebie, stojąc niczym skamieniały pod drzwiami łazienki. Przejrzał każdy pokój poza tym jednym. Chyba wolał, aby Tae wyszedł, niż znowu zastał go w wannie. Nakazał sobie jednak spokój. W końcu to nie musi być tak, że coś mu się stało. Pewnie po prostu się kąpie.

Minho nie spodziewał się tego, co zastał w środku. Wydawało mu się, że czas się zatrzymał, podobnie jak i jego serce. Blondyn siedział pod wanną, obok niego leżał ułamany kawałek szkła, a podłogę pod nim pokrywała krew. Choi działał mechanicznie. Złapał za ręcznik, owijając go wokół pociętego nadgarstka, paskiem od spodni zaciskając tętnice powyżej ran. Taemin był już nieprzytomny, lecz czując dotyk i słysząc potok bluźnierstw z ust mężczyzny, których ten nawet nie był świadomy, otworzył z wielkim trudem oczy.

- Wszystko będzie dobrze. Uratuję cię, słyszysz?! – Minho nie zorientował się nawet, kiedy zaczął płakać. Nie chciał tracić kolejne osoby, która stała mu się bliska. Tae cieszył się, że dane mu będzie umrzeć przy boku mężczyzny, którego pokochał. Wyciągnął w górę zdrową dłoń, którą brunet od razu uścisnął. Jego własne ręce drżały tak mocno, że nie był w stanie za pierwszym razem wybrać numeru na pogotowie. – Nie zamykaj oczu! – nakazał blondynowi, kiedy usłyszał sygnał w komórce.

- Min… - wyszeptał z trudem Tae z czułym uśmiechem, którym obdarzał brunet codziennie o poranku. – D-dziękuję. Kocham… - nie był  w stanie wydusić z siebie nic więcej. Dłoń opadła mu bezwiednie na ziemię, a powieki skryły smutne spojrzenie.

- Nie! – Choi przytulił do siebie drobne ciało blondyna. Karetka była w drodze, lecz czy zdąży na czas? – Kocham cię, słyszysz?! Kocham… - powtarzał w kółko, nawet kiedy usłyszał syreny przed domem, a do łazienki weszli ratownicy. Minho niewiele pamiętał z późniejszych minut czy godzin. Wszystko zlewało się w jeden obraz pełen obaw i niepewności. Poinformował matkę Taemina, lecz nie był pewien co jej powiedział. Chociaż jego ciało działało, to umysł się całkowicie wyłączył. Znowu pokochał i znowu miał stracić.

***

Pierwsze co dane mu było zobaczyć, to przeraźliwie czysty i biały sufit.
Pierwsze co dane mu było usłyszeć, to dźwięk maszyn oraz cichą modlitwę.
Pierwsze co dane mu było poczuć, to drobna dłoń wokół jego własnej, ściskająca go mocno w obawie. Blondyn spojrzał w bok, skąd dochodziły dźwięki. Ujrzał drobną kobietę. Bardzo chudą i smutną. Poznał w niej swoją matkę. Tae oddał uścisk, na co rodzicielka poderwała głowę do góry. Nie była w stanie nic z siebie wydusić, kiedy ujrzała swojego jedynego syna żywego. Taemin nie oponował czując jak ta przytula się do niego mocno. Mówiła coś do niego, lecz on nie był w stanie rozpoznać słów. Wydawało mu się, że coś jest nie tak. Czegoś brakowało.

- Poczekaj tutaj! – powiedziała kobieta, ocierając poliki z łez, idąc czym prędzej do drzwi. Tae kiwnął jedynie głową. To było głupie, bo i tak nigdzie by się nie ruszył. Pewnie gdyby próbował wstać, nogi by się pod nim ugięły. Po chwili do sali wraz z kobietą wszedł starszy mężczyzna w białym fartuchu lekarskim. Taemin dojrzał na korytarzu jeszcze jedną postać, lecz ta nie odważyła się przekroczyć progu. Doktor mówił coś do niego, albo o nim, nie był pewien, bo nie słuchał go. – Tak się cieszę. – z zamyślenia wyrwał go dotyk matki na ramieniu. Lekarz wyszedł z białego pokoju. Niedługo po tym próg przekroczył szatyn, który do tej pory stał na korytarzu. Minho czuł się jakby dostał skrzydeł z radości na widok oddychającego kochanka.

- Tae, nic ci nie jest – wyszeptał z ulga w głosie mężczyzna, stojąc nadal w drzwiach. Blondyn kiwnął głową, lustrując Choi wzrokiem.

- Czuje się dobrze – przytaknął, zerkając na matkę. – Kim pan jest? – zapytał uprzejmie, nie mogąc sobie przypomnieć twarzy Minho. Choi chwilę temu chciał skakać ze szczęścia, ale jak zwykle świat łatwo sprowadził go na ziemię i chociaż było to kolejne spotkanie z rzeczywistością, to równie brutalne i bolesne jak każde inne.

- Jak to? Przecież to… - zaczęła pani Lee, lecz brunet uniósł dłoń w niemym geście milczenia. Chociaż bolało, niczym milion szpilek wbitych w serce, to Minho wiedział, że tak będzie lepiej.

- Przechodziłem koło waszego domu i zobaczyłem otwarte drzwi. Zaniepokojony wszedłem do środka i znalazłem ciebie. To był chyba jakiś wypadek, więc zadzwoniłem po pogotowie. – wymyślił na szybko wiarygodne kłamstwo, starając się nie okazać na twarzy swoich prawdziwych emocji. Blondyn pokiwał głową, unosząc się do pozycji siedzącej.

- Dziękuję… um, mogę poznać pana imię? – dopytał z nieśmiałym uśmiechem. Kobieta przyglądała się wszystkiemu z niepokojem.

- Nie jest ważne. Pewnie i tak nigdy więcej się nie spotkamy – Choi zaśmiał się z pozoru przyjaźnie, ukrywając za tym gestem cały swój ból. – Uważaj na siebie i nie martw więcej matki – Minho potargał Tae po włosach, chociaż serce kazało mu zostać przy nim i wszystko wyjaśnić, to nogi same znalazły drogę do wyjścia.

***

- Jesteś pewien, że tego chcesz? W końcu pokochałeś tego dzieciaka – Key siedział po drugiej stronie dużego, drewnianego biurka. Minho zasiadał w skórzanym fotelu, obijając piłkę kauczukową o ścianę na której wisiały jego dyplomy. Odszedł z opieki społecznej i postanowił z pomocą pieniędzy dziadków kupić własny gabinet. Wiedział, że ucieka niczym tchórz, ale zrozumiał, że potrzebuje zmiany. Od próby samobójczej Taemina minął ponad miesiąc. Brunet odciął wszelkie kontakty z jego matką. Wytłumaczył jej, że nie może mu pomóc w inny sposób niż odejść. Ta amnezja była dla Tae niczym błogosławieństwo, pomimo że dla niego była klątwą oraz przekleństwem.

- Tak będzie lepiej, Bummy. Jeśli los tego zapragnie, wtedy znowu się spotkamy – Minho ostatni raz odbił piłkę, nim wrzucił ją do szuflady w biurku. Key zacisnął usta w wąską linię, rozglądając się po półkach z książkami z ciemnego drewna oraz beżowych ścianach.

- Nigdy cię nie zrozumiem. Zamiast gonić za szczęściem, ty je wypuszczasz i liczysz, że wróci… - Kibum pokręcił głową, a Choi uśmiechnął się na to ironicznie. Nie miał co dodawać, bo przyjaciel mówił prawdę. Mógł walczyć o Taemina, ale nadal wmawiał sobie, że dobrze zrobił. Nim zaczął pracę we własnym gabinecie dostał wiadomość od pani Lee, że choroba jej syna zelżała, co pozwoli mu wrócić do społeczeństwa. – W razie co wpadnij wieczorem. Obejrzymy jakiś film, wypijemy – Key wstał z krzesła, łapiąc za torbę. Minho jedynie pokiwał głową, chociaż oboje wiedzieli, że nie przyjdzie. Kibum obejrzał się przez ramię nim wyszedł przez drzwi od gabinetu. Choi pozwolił pogrążyć się w swoich myślach.

- Panie Choi, nowy pacjent przyszedł – w drzwiach pojawiła się drobna twarzyczka jego młodej asystentki.

- Poproś go – polecił jej, zdejmując nogi z biurka. Z szuflady na samym dole wyjął notes. Jego wzrok mimowolnie zatrzymał się na żółtych kartkach w linie. Na samej górze listy widniało imię Taemin podkreślony grubymi liniami.

Jeśli los tego zapragnie, to spotkają się znowu. 
_______________________________________________________________________________________
......
no to ten... koniec, co nie? Pewnie większość z was chciała happy end, ale niestety od początku, chociaż nie miałam środka, to wiedziałam, że zakończy się dla tej dwójki rozłąką D: 
Do tego wybaczcie mi spóźnienie, ale ostatnio miałam zbyt wiele na głowie i niestety pewnie tak będzie aż do marca, dlatego rozdziały mogą pojawiać się w dwutygodniowych odstępach. 
No i czeka nas oneshot. Tym razem paring jest już ustalony. Jako, że ostatni oneshot był z jongkey, natomiast to opowiadanie było poświęcone jedynie 2minowi, więc sięgnę po jeden z paringów z EXO, a zaraz po tym wyruszy opowiadanie fantasy.  
W ferie nadrobię zaległości, bo takowe mam, a tymczasem wyczekuję waszych opinii i dziękuję za wszystkie komentarze, która zdecydowanie napędzały mnie do pisania!