niedziela, 14 grudnia 2014

Small town, creepy town - Epilog.

Słońce przyjemnie ogrzewało jej twarz. Spojrzała w górę na niebo ponad wieżowcami. Wokół panował gwar, lecz ona go kochała. Ten szybki styl życia zupełnie odmienny od tego, w jakim się wychowała. Uśmiechnęła się, kiedy dziecko idące za rękę z babcia pomachało do niej. Wiatr podwiał nieznacznie jej zwiewną, jasną suknie. Stała przy piekarni, palcami kręcąc włosy. Po chwili poczuła męską dłoń obejmującą jej rękę. Wyższy chłopak ucałował kobieta w czubek głowy, w drugiej ręce trzymając papierową torbę ze świeżym pieczywem dla co najmniej siódemki ludzi. Wspólnie poszli w stronę ich tymczasowego mieszkania. Lizzy myślami jednak była gdzie indziej.

Wydarzenia z ostatniego miesiąca…

Pot spływał jej po czole, kiedy wraz z młodym chłopakiem i starszym mężczyzną kroczyła ociężale w stronę rzeki. Bała się tego co będzie jutro. Przy czym czuła obrzydzenie ciągnąc ze sobą worek. Worek wypełniony świeżymi zwłokami. Pomyśleć, że w końcu się na to zdecydowała. Ona i Kris oraz kilka innych osób, które nadal się wahało. W końcu to nie była łatwa decyzja. Sama podejmowała ją przez prawie pół roku. Porzucali wszystko. Rodzinę, przyjaciół, dom i miejsce wspomnień. Wiedziała, jednak że innego sposoby nie ma. Próbowała. Wiele razy chciała wyjechać, lecz zawsze tutaj wracała. A raczej ją sprowadzano z powrotem. Dlatego jedynym wyjściem było umrzeć dla tego miasteczka i odzyskać wolność lub raczej jej w końcu zaznać.

- W porządku? – zapytał z zatroskaniem jej chłopak, kiedy doszli do jeziora. Gnom stał kawałek za nimi rozglądając się po okolicy. Podczas gdy para rozmawiała, on podszedł do brzegu. Lizzy pokiwała głową w odpowiedzi, uśmiechając się nieco słabo. Jednak zadowolenie zniknęło, a po jej plecach przeszedł dreszcz. To było przerażające patrząc na ciało kobiety podobnej do niej w jej ulubionej sukience. Nie była identyczna, lecz wystarczająco ucharakteryzowana, aby można było je pomylić. Poza tym było w to zaplątane tyle osób, że nie było mowy o ujawnieniu ich planu. Staruszek może wydawał się niepozorny, lecz łeb miał jak połowa miasteczka. Dlatego nie potrafiła rozumieć co ktoś tak obrotny, inteligentny i z wieloma znajomościami robi w takim miejscu. Niestety nieważne kto by go o to pytał, nigdy nie udzielił nikomu odpowiedzi. Nawet Minho, który był nijako jego ulubieńcem. To właśnie Choi ich wszystkich połączył. Chłopak był najbardziej zdeterminowany, aby wyjechać. Może dlatego, że nikt go tutaj nie trzymał? W końcu nie miał rodziny, a jedynie garstkę przyjaciół.

- Wrzućcie je tutaj. Nad ranem będzie przy tamtym brzegu – Gnom dłonią wskazał na punkt po drugiej stronie jeziora. Noc w wodzie powinna dodać odpowiednich właściwości zwłokom i je rozmiękczyć. Lizzy spojrzała w stronę przymocowanej łodzi rybaka. Wszyscy wiedzieli, że ten codziennie rano wypływa na jezioro, a skoro staruszek wskazał tamto miejsce, to znaczyło, iż tam rybak znajdzie zwłoki skoro świt.

Kiedy znaleziono Lizzy następnego dnia, dziewczyna była w drodze do tymczasowego mieszkania w wielkim mieście, gdzie z czasem pojawiali się kolejni zapełniając wolne pokoje.

***

Tao obserwował dawnego przyjaciela podczas zabawy z psem. Uśmiechnął się pod nosem nim wszedł do domu. Z salonu usłyszał krzyki i wyrzuty pijanej matki. Nie słuchał jej wiedząc, że niedługo nadejdzie koniec. Usiadł przed komputerem czekając na noc. Zdrzemnął się jedynie trzy godziny, by o trzeciej w nocy wymknąć się z mieszkania. Przy ratuszu czekał na niego Minho oraz Sehun, którzy zaproponowali mu pomoc. Gnom dał im wytyczne. Słońce wschodziło nad horyzont, kiedy oni siedzieli na dachu. Tao wpatrywał się w młodego Azjatę. Chłopak obawiał się, że nie są identyczni, lecz staruszek zapewniał go, że to nieważne. W końcu, kiedy ciało uderzy o ziemię, zostanie zniekształcone a głowa roztrzaskana. Nikt nie będzie robił dokładnej sekcji, ani badał jego uzębienie. Zwłoki zostaną szybko spalone. Była szósta, kiedy w trójkę złapali martwe ciało i zrzucili je z dachu ratusza. Wszyscy usłyszeli szczekanie oraz krzyk. Tao wychylił się minimalnie.

- Cholera… - burknął pod nosem widząc w dole znajomą postać. Nie przewidział tego. Zostawi teraz w umyśle D.O sporą skazę. Minho i Sehun odciągnęli go i wspólnie uciekli z miejsca zbrodni. Kilka godzin później Tao otrzymał telefon od Jongina. Rozumiał całkowicie jego wywód pełen złości i pretensji. Przyjął wszystko ze spuszczoną głową, prosząc Kaia, aby się zaopiekował Kyungsoo tak, jak tylko on to potrafi. Od zawsze zazdrościł znajomemu, że tak łatwo dogadywał się z D.O, a ten zawsze szukał u niego pocieszenia.

***

Wszyscy byli zdziwieni zaciętością Timmiego, który był jeszcze dzieckiem. W końcu jak można nazwać kogoś, kto nawet nie ukończył szesnastu lat dojrzałym emocjonalnie? Jednak on taki był. Pomimo młodego wieku, był niezwykle rozwinięty. Był adoptowany, więc nie czuł specjalnej więzi z rodziną. Zdarzało się nawet, że czuł do nich nienawiść. Nie taką dziecięcą, gdy nie kupią mu cukierka. Była to wrogość godna kogoś, kto stracił wszystko przez drugą osobę. Dlatego pomimo nieprzychylności większości grupy, Gnom zgodził się mu pomóc. Niestety sprawa dziecka była o tyle trudna, że Timmy pojawił się nagle, a znalezienie odpowiedniego ciała nie było łatwe. Na biegu organizował zwłoki dziecka, które przywieziono z innego miasta w nocy. Tej samej, której postawiono je na środku ulicy i rozjechano kilka razy. Nikt nie chciał się za to zabierać, co było zrozumiane. Dlatego Gnom poprosił znajomego, który obcował ze śmiercią na co dzień i rozczłonkowanie ciała nie brzydziło go tak, jak innych.

Staruszek miał wielu przyjaciół. W tym takich, do których policja miała pełne zaufanie. Jak chociażby miejscowy patolog. Lee Jinki sławił się swoimi umiejętnościami. Dlatego też nigdy by go nie powiązano z tymi zbrodniami. Jego raporty były wiarygodne. Był świetnym oszustem. To zapewne sprawiło, że przez myśl nikomu nie przeszło podejrzewać niepozornego gościa od zwłok.

***

Najgorzej był z Minho. Oczywiście to z czasem się pogorszyło. Z tego najbardziej zdeterminowanego do wyjazdu stał się tym, który nie wiedział co zrobić. Wszystko przez pewnego niepozornego dzieciaka, który mocno zaczął odznaczać się w jego życiu. Wcześniej nie miał dla kogo zostawać w tym miasteczku. Jego mieszkanie było smutne i puste. Potem pojawił się Taemin. Starał się do niego nie zbliżać, byleby nie tęsknić. Szło mu to całkiem dobrze. Do dnia, kiedy chłopak został u niego pierwszy raz na noc. Nie chciał, aby u niego zostawał, lecz nie miał innego wyjścia. I to właśnie go zgubiło.

Nad ranem, widząc jego słodką zawstydzoną twarz poczuł ukłucie w podbrzuszu. Przy wspólnym śniadaniu jego ciało ogarnęło przyjemnie ciepło płynące od serca. Nie mógł przestać się przy nim uśmiechać, kiedy ten coś żywo opowiadał, siedząc wspólnie w salonie szatyna. Nawet na lekkim kacu Tae był pełen życia i dobroci, a kiedy go pocałował widział w jego oczach nadzieję i miłość. Uczucie o którym dawno temu zapomniał.

Stał między drzewami, z telefonem w dłoni, przed domem młodszego chłopaka. Raz jeszcze spojrzał na urządzenie, nim ruszył w drogę do domu Gnoma. Staruszek otworzył mu niemal od razu. Czekał na niego już dłuższą chwilę. Strapił się jednak widząc wahanie w oczach szatyna. Zaprosił go do środka, bez pytania serwując herbatę. Czekał cierpliwie, aż Minho się przed nim otworzy. Nie naciskał, nie poganiał. Miał niemal anielską cierpliwość.  

- Nie wiem, co mam robić. Chyba się zakochałem, ale wszystko jest już gotowe na dzisiejszą noc – Minho wsunął dłoń we włosy, mówiąc głosem pełnym rozpaczy i niemocy. Dawno nie był tak rozdarty. Zaczął mieć większy respekt dla innych, którzy przecież zostawiają osoby im bliskie i najukochańsze. Czuł się w porównaniu do nich słaby.

- Synu… - Gnom usiadł koło szatyna, kładąc mu opiekuńczo dłoń na ramieniu. Choi nigdy nie oponował, kiedy staruszek tak na niego mówił. Znali się od kilku lat i pomagali sobie nawzajem. Gdyby nie Tae, mężczyzna byłby dla niego najważniejszą osobą. Byłby nią jeszcze niespełna tydzień temu. Zabawne ile może się zmienić w ciągu zaledwie kilku dni. – Wiesz, że do niczego cię nie zmuszam. Jeśli potrzebujesz czasu na przemyślenie tego – dam ci go.

- Dziękuję – Minho uśmiechnął się słabo. – Potrzebuję teraz samotności… - mruknął pod nosem, wiedząc że Gnom go zrozumie. Staruszek wygrzebał z kieszeni klucze do niewielkiej chaty na skraju jezioro za granicami miasteczka. Choi podziękował mu skinieniem głowy, wyłączając telefon, kiedy tylko dotarł na miejsce. Nie spał całą noc, jak i za dnia nie zmrużył oka. Był świadomy jak bardzo musi się martwić o niego Taemin. Aż serce mu się krajało na wyobrażenie smutku w tych wielkich, brązowych oczach. Jednak czy to co było między nimi ma rację bytu? Może nie dostać drugiej szansy na wyjazd z miasta. Jeśli im się nie uda, utknie tutaj. Całkowicie sam. W końcu ile jeszcze będzie żył staruszek? Poza nim nie miał nikogo.

Zajęło mu dwa dni podjęcie decyzji. Był świadom, że go szukają. Swoim powrotem wzbudzi podejrzenia. Dlatego w przepoconych ubraniach, cały w ziemi oraz liściach szedł w stronę miasteczka. Potargał nieco włosy i podarł koszulę dla wiarygodności. Nie był najgorszym aktorem, co dawno temu już zauważył. Chciał nawet spróbować swoich sił w tej sztuce, kiedy już wyjedzie. Teraz musiała mu się przydać do udawania niewinnego i zagubionego. Szło mu nad wyraz dobrze, chociaż na komisariacie, kiedy zadawano mu po raz setny to samo pytanie, zaczął się irytować. W końcu po niemal godzinie go wypuszczono.

A kiedy tylko zobaczył Taemina, całego zmarnowanego, z wielkimi dołkami pod oczami i łzami szczęścia – jego serce stanęło, aby zabić następnie mocno. Wyszeptał cicho, z uczuciem jego imię. Kiedy tylko objął mniejsze ciałko swoimi ramionami wiedział, że dobrze zrobił. Kochał go i nie pozwoli mu odejść.

***

Kibum siedział w sali biologicznej zastanawiając się nad swoim życiem. Miał tyle do przemyślenia. Wracał do domu z Sehunem. Rozmowa z nim nieco rozjaśniła mu umysł, lecz nadal czuł nieprzyjemny uścisk w żołądku na samą myśl o tym, że mógłby opuścić Jonghyuna. Kochał go, ale się dusił. Nie przy nim. To była wina miasteczka. Z roku na rok było coraz gorzej. Jeśli by nie wyjechał, wtedy chyba sam by się zabił.

Dzielnie się trzymał przez cały wieczór spędzony z Jongiem. Ostatni raz się z nim kochał, ostatni raz go pocałował i powiedział, że go kocha. Zaczął się rozklejać, kiedy pojechali pod dom. Nigdy chyba nie było i nie będzie mu dane podejmować trudniejszych decyzji. Raz jeszcze wyszeptał, że jest dla niego wszystkim nim wysiadł z auta. Pomachał mu ze sztucznym uśmiechem, czując jak łzy zbierają się w oczach. Ręka opadła wzdłuż ciała, kiedy auto zniknęło za zakrętem.

- Chyba będzie padać… - wyszeptał pod nosem, czując wilgoć na polikach. Wiedział, że nie jest teraz sam. Za ogrodzeniem siedział Sehun, który na słowa blondyna wstał z miejsca. Kibum rozkleił się już na dobre. Oh objął go, głaszcząc uspokajająco po włosach.

- Możesz się jeszcze wycofać – przypomniał mu ściszonym głosem wprost do ucha. Key pokręcił głową. Musiał to zrobić, nieważne jak bardzo bolało. Wziął kilka głębszych wdechów nim odsunął się od znajomego. Otarł łzy bluzą Jonghyuna, którą postanowił zabrać ze sobą. Wraz z kilkoma rzeczami, które obecnie niósł Sehun w torbie. Pokierowali się do domu Gnoma, w czasie kiedy Jinki wraz z Jonginem przybijali ciało do drzwi kościoła, a patolog zajmował się detalami jak róże i uśmiech. Kibum chciał spektakularnej śmierci.

Nad ranem Key siedział w pociągu do miasta, a Sehun z żalem obserwował załamanie jakie przechodził Jonghyun. Chciał napisać do Kibuma, lecz wiedział, że chłopak przechodzi teraz ciężki okres. Niedługo i on będzie musiał podjąć decyzję.

***

Zaledwie dwa dni później Sehunem targały podobne rozterki. Żył nadzieją, że przekona LuHana do wyjazdu. Dlatego też tego dnia odebrał go spod pracy i razem pojechali do domu starszego. Rzucił go na łóżko z rozbrajającym uśmiechem, rozwiązując sugestywnie krawat. Jednak nie było seksu. Oh nie był w stanie się przemóc do zbliżenia z myślą, że to może być ostatni raz, lecz nie mógł sobie odmówić wyznania mu miłości.

- Wyjedź stąd ze mną – poprosił cicho z nadzieją w głosie Sehun. Poruszał wcześniej ten temat, lecz liczył, że tym razem będzie inaczej. W końcu te wszystkie morderstwa wpływały na psychikę ludzi. – Proszę.. – dodał z desperacją w głosie. To była ostatnia szansa, aby się nie rozstawali. Niestety Lu uciął temat, nie chciał go nawet wysłuchać. Zirytowało to młodszego chłopaka, lecz bardziej zabolało głęboko w sercu. Nie panował nad własnymi, przykrymi słowami. Z trzaskiem zamknął za sobą drzwi słysząc ostatnie zdanie blondyna, które odbijało się w jego głowie niczym echo. Szedł przed siebie w kierunku domu, lecz minął budynek i przeskoczył ogrodzenie, idąc wydeptaną ścieżką. Musiał pożegnać się z kimś równie mu bliskim. Pies już z daleka rozpoznał właściciela. Usiadł przy zwierzęciu głaszcząc jego piękne, jasne futro. Zaczęło padać, lecz on nie chciał się ruszać. Poczuł wibracje z kieszeni, które wyrwały go z zamyślenia. Było już późno, kiedy odwiązał sznurek od budy. Wraz z psem pokierował się lasem do starego domu Gnoma wchodząc tylną bramą.

- Dobry wieczór, Sehun – staruszek stał w ogródku, podlewając kwiaty. Oh kiwnął głową. Gnom odstawił konewkę, głaszcząc futrzaka po głowie. – Mamy jeszcze czas. Co powiesz na herbatę? – zaproponował, widząc że chłopak jest cały przemoknięty. Sehun kiwnął głowa, puszczając wolno psa, który od razu wbiegł zaciekawiony do mieszkania. Rozmawiali przez dłuższy czas. Chłopak żalił się na pożegnanie z ukochanym, a Gnom słuchał go z uwagą, chociaż nie mógł mu w żaden sposób doradzić.

Około północy wybrali się do kostnicy, gdzie Jinki otworzył im tylne drzwi. Wspólnie wywieźli wcześniej przygotowane ciało. Pies cały czas im towarzyszył. Nie chciał zostawiać właściciela przeczuwając, że stanie się coś niedobrego. Sehun siedział na tylnym siedzeniu auta, za swoimi plecami w bagażniku mając trupa podobnego do niego.

- Tutaj będzie dobrze – odparł Jinki, stając przy rowie w ulicy. Wspólnie z chłopakiem wyciągnęli ciało rzucając je do dołu przy ulicy. Sehun wyjął telefon, zagryzając mocno wargę, kiedy pisał ostatniego smsa do ukochanego. Kliknął wyślij, rzucając telefon obok ciała. Czuł, że się rozkleja. Starł szybko łzę, biorąc głębszy wdech. Jinki wsiadł do auta, czekając aż Sehun do niego dołączy. Miał odstawić chłopaka na pociąg w pobliskim miasteczku. Oh trzymał w dłoni smycz.

- Byłbym wdzięczny gdybyś się nim zajął. – zwrócił się do Gnoma, który z dobrotliwym uśmiechem zabrał sznurek z dłoni dzieciaka.

- Zadbam o niego, a ty uważaj na siebie, chłopcze – staruszek poklepał Sehuna po ramieniu, machając mu, kiedy ten siedział już w aucie. Oh obserwował mijane domy, w milczeniu płacząc, lecz wiedział, że to była dobra decyzja, nawet jeśli teraz żałował.

Gnom ruszył w drogę powrotną z psem przy nodze. W drodze powrotnej natknął się na policjantów patrolujących ulicę, lecz był doskonałym kłamcą.

***

Kai obserwował uważnie Jonghyuna i LuHana. To było okropne oglądać ich łzy. Zwłaszcza Lu. Jednak rozumiał doskonale wybór Sehuna. Chociaż nie był pewien czy na jego miejscu by wyjechał. Poza nimi byli również Baekhyun i Chanyeol. Stanęli przy Jonginie, kiedy chowano trumnę do ziemi. Skinęli sobie głową w niemym geście przywitania.

W tym samym czasie, w centrum miasta, Jinki wywoził kolejne ciało. Policji tłumaczył, że nie mają tyle miejsca w kostnicy, a niedługo przyjdzie nowe ciało. Oczywiście to był tylko pretekst do tego, by jak najszybciej pozbyć się zwłok. Oddał je do palenia, kończąc na najbliższy czas pracę. W mieście spotkał Gnoma z psem. Widział, że staruszek cieszy się w nowego zajęcia. Zwykle siedział sam w domu, dlatego zwierzę było dla niego miłą odmianą.

Jednak wracając do Jongina, ten zaraz po zajęciach pobiegł do LuHana. Sehun go poprosił, aby zaopiekował się chłopakiem i podniósł go trochę na duchu. Oh wiedział, iż jedynie Kai jest do tego zdolny. Był też świadomy co niegdyś znajomy czuł do jego chłopaka. Mimo to ufał mu i wiedział, że nie zrobi nic głupiego. Jonginowi szło całkiem dobrze. Trzymał swoje serce na wodzy do czasu, aż Lu nie zapytał go o dawne uczucie do niego. Pomimo tego Kai nie wykorzystał słabości dawnego przyjaciela. Wszystko dlatego, że w jego sercu pojawił się ktoś inny. Broń boże nie była to Amber. Dziewczyna coraz częściej wywoływała w nim obrzydzenie. To był D.O. Nie wiedząc czemu, czuł się jakby go zdradzał będąc z LuHanem. Tłumaczył się tym, że przecież Kyungsoo jest jego przyjacielem, który również potrzebuje wsparcia. Dlatego zamiast wrócić do domu, poszedł do jego domu. Zastał go bawiącego się z Sonią. Widząc ten radosny, beztroski uśmiech poczuł ciepło na sercu.

***

Baekhyun spojrzał na swojego chłopaka z czułym uśmiechem. Pomimo że sytuacja nie była zbyt radosna, to oni byli szczęśliwi. Może jedynie trochę obrzydzeniu. Wrzucali kolejne sterty śmieci na wielkie ognisko, jakie mają zamiar urządzić. Gnom stał kawałek dalej przy workach ze zwłokami.

- Chyba już starczy? – zapytał Chanyeol odwracając się do staruszka, który kiwnął głową na zgodzę. Baek spojrzał pytająco na swojego chłopaka, który westchnął ciężko. Wiedział co znaczyło to cielęce spojrzenie. Sam przytaszczył zwłoki pod stos, kiedy miał już ułożyć i przywiązać drugie bezwiedne ciało, usłyszeli brzęk odblokowywania broni.

- Nie ruszać się! – wszyscy odwrócili się w stronę policjanta, który na ich widok opuścił broń – Co do cholery – wyszeptał omiatając cały stadion wzrokiem.

- Proszę podejść i wyjaśnię wszystko panu – odparł Gnom, zapraszając gestem dłoni mężczyznę do siebie.

- Nie igraj sobie ze mną – zagroził mu, znowu unosząc broń.

- Ależ bym śmiał – staruszek uśmiechnął się do niego polubownie, samemu podchodząc bliżej, aby nie musieć krzyczeć. – Wszystko panu opowiem – dodał, gestem głowy nakazując chłopakom dalej pracować. Policjant był zdezorientowany, a Baekhyun i Chanyeol zdenerwowania. Gnom począł wszystko tłumaczyć mężczyźnie, który z każdą historią był coraz bardziej zdziwiony, ale też wszystko stawało się jasne. Teraz i on był w to wszystko wplątany. Mógł co prawda zatrzymać całą trójkę, lecz co by to dało? Zniszczyłby im życie, a przecież ci tylko chcieli w końcu poczuć się wolni. No i nikogo nie zabili. Co najwyżej deprawowali zwłoki.

Policjant obserwował z żalem wielkie ognisko na środku boiska szkolnego. Jutro nad ranem do jego gabinetu pewnie przybiegnie jakiś młody chłopak i powie, że znaleziono kolejne ciała. Mężczyzna spojrzał na dwójkę chłopaków, których za kilka godzin oficjalnie uzna za zamordowanych. Wyglądali na szczęśliwych, a on nie miał zamiaru odbierać im tego. Wystarczająco dużo musieli przejść, aby odbierać im to do czego doszli.

***

Jonginowi wydawało się, że to będzie łatwiejsze. Jednak zamiary a czyny różnią się od siebie. W ciągu trzech dni tak wiele się wydarzyło. Zerwał z Amber, udało mu się podnieść LuHana chociaż trochę na duchu i pocałował D.O. Przy czym, kiedy ich usta się zetknęły poczuł cudowny uścisk w żołądku, którego nigdy nie doświadczył przy swojej dziewczynie. Mimo to odszedł. Wystraszył się swojego uczucia to przyjaciela. Ucieczka wydawała mu się najlepszym wyjściem.

Jednak, kiedy szedł na spotkanie z Minho, wpadł na Kyungsoo. Z rumianymi polikami, nierównym oddechem od biegu oraz wilgotnymi oczami wyglądał dla niego pięknie. Wystraszył D.O swoim nagłym pojawieniem się. Przyjaciel zaczął się śmiał zawstydzony i tłumaczyć. Kai nie był w stanie nic z siebie wydusić, czując gulę w gardle. Jego ciało zareagowało bez wiedzy rozumu. Objął mocno chłopaka, chcąc ostatni raz poczuć jego zapach. Nie powinien sobie tak tego utrudniać. Niestety serce nie sługa.

- Kocham cię – wyszeptał do ucha Kyungsoo, przeklinając się w myślach. Był takim kretynem. Jednak zamiast się zamknąć, gadał dalej – Jesteś najbliższą mi osobą. Moim najlepszym przyjacielem od wielu lat. Nie wyobrażam sobie dnia bez ciebie – szeptał głosem zduszonym, bliskim płaczu. Najgorsze było to, że nie było w tych słowach ani grama kłamstwa.

- Nigdzie się nie wybieram – D.O zapewnił go czułym głosem, co jeszcze bardziej zabolało Jongina. Wtedy niczym taran pojawił się Minho. Kai za razem przeklinał go, ale i błogosławił. Pomógł mu oderwać się od Kyungsoo. Jongin skłamał przyjacielowi, że Choi ma mu pomóc z komputerem. Ostatni raz oglądał drobną postać chłopaka, nim poczuł dłoń szatyna na swoim ramieniu. Wiedział, że to rodzaj wsparcia i był za to wdzięczny.

Mimo to, kiedy kilka dni później był na własnym pogrzebie, chciał to wszystko cofnąć. Widząc D.O podłamanego, pragnął go tylko przytulić i przeprosić za to, że doprowadził go do łez. Kai już wcześniej zakomunikował, że chce być tego dnia obecny. Pragnął poczuć, że naprawdę odcina się od tego miasteczka. Minho najwidoczniej przewidział, że widząc D.O będzie chciał zmartwychwstać, dlatego wysłał z nim Baekhyuna. Kai przeprosił Kyungsoo, odchodząc z przeczuciem, że nigdy więcej się nie zobaczą.

***

Obecnie

Lizzy wróciła wraz z Krisem do wspólnego mieszkania. Jongin siedział z laptopem na fotelu i słuchawkami w uszach, Timmy bawił się z Suho, Chanyeol przytulał na kanapie Baekhyuna, który kłócił się z Kibumem. Ta dwójka nigdy nie umiała się dogadać. Po przyjeździe tutaj co prawda było trochę lepiej. Baek nie naciskał za bardzo na blondyna. Wszystko przez to, iż dowiedział się o Jonghyunie. Było mu żal Key. Podobnie jak wszystkim było szkoda Sehuna oraz Jongina, którzy wydawali się podłamani. Kris westchnął cicho, odkładając pieczywo w kuchni, gdzie Tao gotował dla wszystkich posiłek. Wszyscy, przynajmniej większość, mieszkała póki co pod jednym dachem, nim nie znajdą pracy i nie staną na nogi.

- Jongin, Key, Sehun… - zaczął, patrząc na całą trójkę. Oh puknął Kaia w ramie, aby ten oderwał się od monitora. Kiedy Kris zyskał uwagę, usiadł na oparciu fotela. – Rozmawiałem z Minho – zaczął niepewnie, mimo to z delikatnym uśmiechem - Wpadł na pewien pomysł…

***

Kilka dni wcześniej

Choi ciężko było z myślą, jak bardzo muszą cierpieć niektórzy przez rozstanie z drugą połówką. Sam nie wyobraża sobie obecnie życia bez Taemina. Którego swoją drogą poinformował o wszystkim. Nie chciał go okłamywać przez całe życie. Chłopak z początku był na niego wściekły, lecz kiedy złość opadła, Tae poczuł ulgę, że jego przyjaciel żyję. I docenił to, że Minho został tutaj dla niego. Obiecał mu nawet, że kiedyś pojadą razem na wakacje za granicę i może nigdy nie wrócą.

Następnie rozmawiał kolejno z LuHanem oraz D.O. Ten drugi miał do niego niechętny stosunek, lecz kiedy usłyszał całą historię zaczął przychylniej patrzeć na Choi. Już nie był dłużej w jego oczach potencjalnym mordercą Jongina. Próbował też porozmawiać z Jonghyunem. Złapał go na korytarzu po lekcjach.

- Jonghyun, chodzi o Kibuma… - zaczął, a brunet z gniewie zatrzasnął drzwiczki szafkę. Już wcześniej kilka razy próbował przemówić mu do rozsądku, lecz ten nie słuchał.

- Zamknij się w końcu! Key umarł, to koniec – warknął rozgoryczony, rzucając wyższemu chłopakowi spojrzenie pełne nienawiści. Minho westchnął cicho z rezygnacją, patrząc na plecy oddalającego się Jonga. Choi zawitał kilka dni później u Gnoma wraz z Taeminem. Chłopak bawił się z psem w czasie, kiedy Minho odbywał rozmowę ze staruszkiem.

- Czyli to koniec? – dopytał jakby nie dowierzał. Poprzedni miesiąc był pełen niepewności, żalu i smutku, ale i radosnych chwil dla niego. Gnom kiwnął głową, popijając herbatę. Choi parsknął pod nosem, odgarniając włosy z czoła do tyłu. – Czasami myślę, że to miasteczko jest przeklęte – dodał z krzywym uśmiechem.

- W tym świecie istnieją rzeczy, których nie umiemy wytłumaczyć – dodał po chwili staruszek. Przeżył wystarczająco wiele, aby wierzyć we własne słowa.

***

Tłum był niesamowity. Ludzie wysiadali z pociągu z walizkami i mniejszymi plecakami. Z przyjaciółmi lub całymi rodzinami. Kilka znajomych stało z wyczekiwaniem, szukając w tłumie znajomej twarzy. Sehun, Jongin i Key stali z przodu. Za nimi, na ławce, siedzieli Kris i Timmy. Starszy chłopak miał samochód, a dzieciak się uparł, że pojedzie z nimi.

- Stresuję się.. – zaśmiał się Jongin, kiedy ludzie wchodzący do budynku zaczęli się przerzedzać. Pierwszy pojawił się LuHan. Z niewielką walizką przecisnął się przez tłum. Widząc Sehuna rozpłakał się. Oh rozłożył szeroko ramiona z szelmowskim uśmieszkiem na ustach. Starszy chłopak pobiegł do niego, lecz nim rzucił mu się w objęcia, uderzył go z otwartej dłoni w polik.

- Kretyn!– krzyknął mu wprost w twarz, lecz po chwili wtulił się w miękką bluzę ukochanego. – Przytul mnie, idioto – dodał bez złości w głosie. Czuł tak cholerną ulgę, kiedy się przy nim znalazł. Tak wiele wycierpiał ostatnimi czasy. Nie myślał nawet dwa razy, kiedy tylko okazało się, że może być znowu z tym głupim dzieciakiem. Sehun odsunął od siebie chłopaka, wycierając mu łzy z polików. Ucałował usta, za którymi tak tęsknił. Lu pokręcił głową, odwracając się wzrokiem w stronę Jongina. – Hej. Cieszę się, że ty też jesteś cały – chłopak uśmiechnął się do przyjaciela. Kai kiwnął głową. Miał już odpowiedzieć, kiedy usłyszał znajomy, niepewny głos Kyungsoo, który próbował przecisnąć się przez ludzi. Kai czuł, że nie może przestać się szczerzyć na jego widok. D.O w końcu się przecisnął. Postawił torbę przed Jonginem, bawiąc się za dużymi rękami bluzy. Czuł się tak strasznie niepewnie. Niby zgodził się wyjechać dla Kaia, ale nie był pewien czy ten go chce.

- Um… - zaczął niepewnie Kyungsoo, lecz jego dalsze słowa zostały zagłuszone przez wargi przyjaciela.

- Cholera, nawet nie wierz jak się cieszę, że cię widzę. – wyszeptał łamliwym głosem, stykając ich czoła ze sobą. D.O zaśmiał się przez łzy. – Przepraszam za wszystko – dodał po chwili, samemu się rozklejając. Kibum uśmiechnął się pod nosem, lecz w środku czuł niepokój. Stawał na palcach, chcąc dojrzeć karłowatą postać swojego chłopaka. Niestety coraz mniej ludzi wchodziło, a on czuł nieprzyjemny ucisk w sercu. Luhan odsunął się od swojego chłopaka, podchodząc do Kibuma. Key widział to w jego oczach.

- Nie… - wyszeptał nie chcąc uwierzyć. Przecież tak się kochali, więc czemu był tutaj D.O, a nie było jego Jonghyuna?!

- Przykro mi, Kibummy – wyszeptał Lu, przytulając blondyna. Wszyscy próbowali pocieszyć jakoś chłopaka, lecz wiedzieli, że tylko czas może uleczyć złamane serce. – Chodźmy. – zawyrokował LuHan, dając swoją torbę Sehunowi. Key raz jeszcze spojrzał na wejście na peron. Nie było go i nigdy już nie będzie. Kibum poczuł drobną rączkę, obejmującą jego. Spojrzał w dół na Timmiego, który patrzył na niego smutnymi, wielkimi oczami.

- Masz mnie. Zastąpię go – wyszeptało dziecko lekko sepleniąc. To była urocza, niewinna myśl, lecz podniosła Key nieco na duchu.

- Dziękuję – Kibum ukląkł, biorąc dziecko na ręce. Musiał nauczyć się żyć bez Jonghyuna. Potrzebny był mu po prostu czas. Może to głupie, ale Timmy będzie jego nowym celem w życiu. Zajmie się nim i wychowa jak najlepiej będzie umiał. To chociaż trochę zapełni jego pustkę w sercu.

Kto wie, co przyniesie kolejny rok czy dwa? Życie pędzi w wielkim mieście, podczas gdy w miasteczku czas jest pojęciem względnym. Teraz jednak byli tam ludzi, którzy pomogą innym w razie potrzeby. I chociaż było to niezwykle piękne miejsce, co jakiś czas urodzi się ktoś, dla kogo będzie jedynie złotą klatką.
_____________________________________________________________________________________________________________

No i koniec. Nie jestem pewna czy możemy nazwać to happy endem... mam nadzieję, że mnie nie zabijecie. Tym bardziej, że udało mi się w miarę szybko napisać nowy rozdział! 
Przed świętami na pewno dodam jeszcze one-shot z JongKey. 
Co to kolejnych opowiadań : Zapewne zacznę od "Lost boy" (jest w zakładce z planowanymi) a potem ruszę z jakimś opowiadaniem fantasy, co wy na to? (coś na kształt x-menów) 
I mam dla was dobrą wiadomość. Myślałam nad zawieszeniem bloga do czasu matur, lecz uznałam, ze dam radę nawet jeśli będę musiała pisać po nocach. Za bardzo to kocham, by odpuścić. 
To chyba na tyle. Tymczasem wracam do nauki, bo od poniedziałku kolejne próbne matury na mnie czekają. 
Do zobaczenia i dziękuję wam za wszystkie komentarze i to, że jesteście <3