niedziela, 15 marca 2015

[3] Unnatural

Przepowiednia

Jonghyun przedstawił mnie wszystkim zgromadzonym. Był tam nijaki Jinki, Kyungsoo, Luhan oraz Sehun. Do tego Jong wspomniał jeszcze o Taeminie, lecz widać coś się wydarzyło, bo czułem ciężką atmosferę w mieszkaniu. Och, i była dwójka małych ludzi. Chłopiec i dziewczynka.

To dzieci, jełopie.

Tak, prawda. Dwójka dzieci. Czasami zapominam podstawowych rzeczy. Nikt mnie nie uczył o życiu i wielu znaczeniach słów. Niekiedy udało mi się dorwać książkę z której uczyłem się pojęć, lecz znałem je jedynie z teorii. Co mnie zdziwiło, nie zalano mnie falą pytań. Jedynie Minho, którego poznałem w dzień ucieczki, patrzył na mnie z rezerwą. Nie obchodziło mnie to, bo miałem aprobatę innych.

Wieczorem siedziałem w pokoju Jonghyuna. Dziwnie mi było w zbyt otwartych przestrzeniach, w końcu wychowany zostałem w niewielkim pokoju. Jong zakomunikował, że pojedzie po nowy materac dla mnie. Zapewnił mnie, że u niego nikt mi nie będzie przeszkadzał, jeśli będę potrzebował czasu dla siebie. Był dla mnie przemiły, aż za bardzo. Nie podoba mi się to, bo im większa przysługa, tym większa zapłata.

- Ej, skoro ja mam imię, może i tobie jakieś nadać? – spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Dokładniej nad siebie. Nadal nie lubiłem na niego patrzeć, lecz miałem wyjątkowo dobry humor tego dnia. W końcu byłem wolny, chociaż za przestrogą Jonghyuna nie wychodziłem. Jednak zapewnił mnie, że to nie zajmie długo, a ja chciałem w to wierzyć.

Nie potrzebuje imienia.

Usłyszałem głos w mojej głowie, a cień wiszący nade mną poruszył się ciągnąc za sobą smugę czarnego dymu. Zwykle był niepokojącą zjawą w ciemności. Widziałem jego twarz trzy razy w życiu, mimo to o te trzy raz za dużo.

- Jesteś pewien? – dopytałem, bo oczywistym było, że się go nie pozbędę zbyt szybko. Na pytanie odpowiedziała mi cisza, więc uznałem, że to koniec rozmowy. – Skoro tego chcesz – mruknąłem, siadając z powrotem na łóżku Jonghyuna. Odchyliłem się do tyłu, układając na wygodnym materacu. Dziwne było leżeć na czymś miękkim po latach użytkowania twardego posłania.

***

Wróciwszy do pokoju zastałem Kibuma leżącego na moim łóżku. Nie miałem serca wyrywać go ze spokojnego snu, dlatego rozstawianie materacu i przesuwanie szafek zostawię na jutrzejszy poranek, a jeszcze jedna noc na kanapie mnie nie zabije, prawda? Okryłem go kocem, samemu rozkładając się wygodnie w salonie, gdzie ostatni mieszkańcy powoli schodzili do swoich pokojów. Minho do powrotu Taemina (a naiwnie Choi sądził, że nastąpi to szybciej niż później) dzielił cztery ściany z Kyungsoo.

Nad ranem obudziłem się jako pierwszy, ponownie z resztkami koszmaru pod powiekami. Zegar w mikrofali wskazywał dziesięć po siódmej. Nadal mogłem spróbować przespać się godzinkę, może dwie nim dzieciaki się obudzą i uniemożliwią mi spoczynek. Niemniej słysząc charakterystyczne skrzypienie (muszę pamiętać, by je w końcu naoliwić), postanowiłem zostać w kuchni, wyjmując dodatkowy kubek.

- Kawy? – zapytałem, kiedy do kuchni wszedł Kibum z potarganymi włosami i wymiętoszonymi ubraniami z poprzedniego dnia. Zajął miejsce przy niewielkim drewnianym stole w rogu pokoju. Nie był on odpowiedniej wielkości dla tylu osób, lecz obiady zwykliśmy jadać osobno, na mieście lub ostatecznie w salonie.

- Nie wiem co to – odparł prosto z mostu chłopak, a ja zauważyłem, że nie pierwszy raz mówi wprost o tym, że jest niepoinformowany w jakimś temacie. Jednak w takich sytuacjach nasuwa mi się pytanie, gdzie on do cholery się wychował, że nie wiedział czym jest tak trywialna rzecz jak kawa. Tym samym jak to miałem wytłumaczyć?

- No wiesz… kofeina? – zapytałem z nadzieją, ale Kibum pokręcił głową. Znał to słowo, ale nie wiedział czym ona jest. – To taki napój pobudzający. Dość gorzki, ale można go posłodzić i dodać mleka. Wszystko wedle upodobań – prościej już chyba nie umiałem. Wydawało mi się, że w końcu udało mi się wyjaśnić. Kibum przetarł oczy, przytakując.

- Chętnie spróbuje – odparł, a ja uśmiechnąłem się z ulgą, bo i tak już zalałem zmielone ziarna w kubku. Postawiłem przed nim ciepły napój, cukier, a z lodówki wyciągnąłem mleczko do kawy oraz łyżeczkę do wymieszania. Sam piłem gorzką. Tylko taka umiała mnie pobudzić do życia po kiepskiej nocy i nieciekawym poranku. Nie mogłem się powstrzymać przed złośliwym uśmieszkiem, kiedy widziałem grymas obrzydzenia na twarzy Kibuma, który następnie dodał trzy łyżeczki cukru, po wypróbowaniu smaku zdecydował się dołożyć jeszcze dwie i mleko. Tyle ile się zmieści w kubku. Siedzieliśmy w ciszy. Ani ja, ani on nie czuliśmy potrzeby jej przerywać. Zrobił to za nas ktoś inny. Niczym wielki byk do kuchni wszedł Choi. Omiótł nas wzrokiem, po czym wstawił wodę. Na ramieniu nadal miał bandaż po tym jak dwa dni wcześniej Taemin go odrzucił. Z jednej strony współczułem, ale uważałem też, że mu się należy. No i o wilku mowa. Zaraz za Minho do pomieszczenia wszedł Tae. W normalnych okolicznościach pewnie by zawrócił, ale jego brzuch domagał się jedzenia, jak wywnioskowałem z głośnego burczenia. Powstrzymałem westchnięcie frustracji oglądając jak dwójka byłych kochanków teraz najchętniej rzuciłaby sobie do gardła. Przynajmniej Taemin, bo Minho, gdyby duma go nie powstrzymywała, padłby na kolana i błagał o wybaczenie. Tae, aby przerwać ciężką atmosferę i ciszę w kuchni, włączył radio na pierwszej lepszej stacji. Zbliżała się siódma trzydzieści, więc po piosenka rozległo się charakterystyczne brzęknięcie i rozbrzmiał głos speakera, który na szybko przedstawiał zapowiedzi później rozwijanych wiadomości.

Kolejny wybuch w stolicy. Rząd i wojsko podejrzewa o ten atak terrorystyczny grupę mutantów, niewątpliwie rebeliantów…

- Zawsze to samo! Ciągle zwalają wszystko na nas! Chcemy tylko spokojnie żyć… - burknął Tae, z gniewem smarując chleb tostowy serkiem śniadaniowym, czyli tym co zostało w lodówce przed popołudniowymi zakupami. Ani ja, ani Minho nie odezwaliśmy się nawet słowem. Lepiej się zagłębiać się w te tematy przy Taeminie, bo ten głęboko wierzył, że mutanci są dobrzy. Każdy z nich. To jedynie społeczeństwo zmusza ich obrony własnego życia.

- Kim właściwie są mutanci? – spojrzałem zaskoczony na Kibuma. Teraz to dopiero mnie zaskoczył, a myślałem, że długo nic nie przebije kawy. Siorbnąłem głośno, aby przerwać niezręczną cisze, bo sam nie chciałem zaczynać tego tematu, wiedząc, że zaraz Taemin i Minho rzucą się na niego. W normalnych okolicznościach powstrzymałbym ich, ale byłem zbyt zafrapowany, aby to uczynić.

- Jak to kim są? – pierwszy, ku mojemu niezaskoczeniu, odezwał się Choi. Zaplótł ramiona na piersi, wpatrując się butnie w Kibuma, który wydawał się niezrażony wrogim spojrzeniem Minho. – Sam nim jesteś, prawda? W końcu wojskowi do spraw mutantów cię gonili. – widziałem jak oczy Taemina rozszerzają się ze zdziwienia. No tak, nadal im nie wspomnieliśmy w jakich okolicznościach się spotkaliśmy.

- Nie spotkałem się z tą nazwą – Kibum wzruszył ramionami, popijając z lekkim grymasem na twarzy kawę. Ja dalej ukrywałem się za kubkiem, jedynie wędrując wzrokiem po całej trójce. Nie zaskoczyło mnie to jakoś specjalnie jego wyjaśnienie, lecz to chyba dlatego, że w porównaniu do innych, spędziłem z nim sporo czasu.

- Mutanci, to ludzie, którzy w wyniku wybuchu kilkanaście lat temu, zostali poddani ewolucji nabywając tym samym unikatowe umiejętności – wytłumaczyłem najprościej jak się dało, a Kibum pokiwał głową. Choi spojrzał na mnie zblazowanym wzrokiem, widać był niezadowolony, że się wtrącał. Głównie pewnie dlatego, że zbyt często stawałem po stronie Kibuma, jednak co ja poradzę? Mam chyba słabość do bezbronnych.

- Dokładnie – Taemin pokiwał głową. Chyba w końcu zebrał szczękę z podłogi.

- Każdy z was ma jest mutantem? – zapytał Kibum, rozglądając się po całym pokoju, zahaczając wzrokiem o każdego z nas. Minho stał dalej przy blacie z zaplecionymi ramionami, Tae uśmiechnął się do bruneta, podczas gdy ja pokiwałem mu w odpowiedzi głową.

- Uhm… - odstawiłem w końcu pusty kubek na bok. Kawa nieco przegoniła sen spod moich powiek. – Minho potrafi zatrzymywać czas, ale tego już doświadczyłem – uśmiechnąłem się do niego polubownie, zerkając na Choi kątem oka. – Taemin, hm… - znowu się zawahałem, zerkając na Tae, który pokiwał głową, bym kontynuował. Chłopak nie wstydził się swoich umiejętności. – Potrafi tworzyć wyrwy w przestrzeni i dzięki nim przemieszczać się po okolicy. Do tego posiada wieeelkie skrzydła – rozwarłem szeroko ramiona, dodając nieco żywotności mojej opowieści. Widziałem jak oczy Kibuma świecą z podekscytowania, a może tylko mi się wydawało? – Ma nawet kości przystosowane do lotu. Są pneumatyczne – Kibum zmarszczył brwi w konsternacji. No tak, mały zasób pojęć. – Są puste w środku – wytłumaczyłem szybko, widząc kątem oka, że Tae cały czas delikatnie kiwa głową. – Jest też silny, zwinny, szybki, wytrwały i… giętki – uśmiechnąłem się kątem oka, zerkając na dwójkę byłych kochanków. Taemin delikatnie się zarumienił, a Minho zacisnął mocno zęby. – Onew potrafi przesuwać przedmiotu. Luhan włada lodem, a Sehun ogniem. Kyungsoo potrafi zmieniać wygląd, a dzieciaki potrafią czytać w myślach i przewidywać przyszłość, ale póki co kiepsko im to idzie – zaśmiałem się cicho, bo przypomniała mi się pewna zabawna sytuacja z tymi małymi bestiami. – To tak w sporym skrócie. – wzruszyłem ramionami, wstając od stołu, aby wstawić kubek do zlewu. Zabrałem przy okazji od Kibuma jego dobitą do końca kawę z mlekiem.

- A co z tobą, Jonghyun? – zapytał mnie, a ja mogłem wyczuć ciekawość w jego głosie.

- To tajemnica – nie mogłem się powstrzymać przed droczeniem się z nim. Kibum pokręcił niezadowolony głową.

- Ty też musisz posiadać jakąś umiejętność – podjął Taemin, a Minho dalej stał przy blacie, próbując samym wzrokiem zrobić dziurę w Kibumie. Szkoda tego chłopaka. Nie wiem czemu ten dryblas się tak na nim uwziął. Brunet spojrzał na nich, wyglądając na zmieszanego. Powinienem przerwać to przesłuchanie, ale wiedziałem, że Minho mi na to nie pozwoli. I tak już długo wodziłem go za nos, nie pozwalając przefiltrować Kibuma. Poza tym, nie oszukujmy się, ale mnie również zżerała ciekawość.

***

Kurwa, kurwa, kurwa! Co ja mam niby teraz zrobić? Nie ucieknę teraz od odpowiedzi, chociaż wiedziałem, że w końcu nadejdą niewygodne pytania, liczyłem, że nie dojdzie do tego zbyt szybko. Miałem im powiedzieć „Tak, mam wielkie coś lewitujące nad moją głową, które najchętniej mordowałoby wszystkich na lewo i prawo?” Od razu mnie wywalą, a gdzie miałem się teraz podziać? Jeśli wyjdę na ulicę, będę na widoku i pewnie niewiele czasu minię, nim mnie odnajdą.

Powiedz, że potrafisz przesuwać przedmioty.

- Potrafię przesuwać przedmioty – odparłem to co podpowiedział mi głos w głowię. Ten cały Tae pokiwał ze zrozumieniem głową, podobnie jak Jonghyun. Mogłem teraz odetchnąć z ulgą, prawda? W końcu nie dałem im powodu, aby mi nie wierzyli na słowo.

- Może nam pokażesz? – Minho uśmiechnął się w moim kierunku z sarkastycznym uśmieszkiem. Pieprzony dryblas. Od początku mnie tutaj nie chciał i pokazywał mi to na każdym kroku. Szuka tylko pretekstu, aby mnie wywalić za drzwi. Czułem, jak ręce mi się pocą.

Zgódź się.

Pokiwałem głową, tak jak mi rozkazano. Liczyłem, że on ma jakiś plan. Najlepiej taki, który nie uwzględnia w sobie morderstwa. Kazał mi skupić wzrok na jakimś obiekcie w kuchni. Spojrzałem na szafki, a po chwili z niej wyleciały przyprawy, jakieś plastikowe słoiki. Ogólnie niemal cała zawartość.

- Jinki się ucieszy, że jest ktoś z taką samą umiejętnością wśród nas – Jong roześmiał się, zbierając rzeczy z podłogi. Pokiwałem głową, zmuszając się do uśmiechu. Wstałem od stołu, podchodząc do niego, by pomóc posprzątać bałagan, który narobiłem. Nadal czułem na sobie wzrok Minho. Cieszyłem się, że nie umie mnie zmienić w kamień jak ten… bazyliszek? Na szczęście Choi w końcu wyszedł, podobnie jak Taemin, który zabrał jedzenie i wyszedł przed szatynem. Zostałem sam z Jonghyunem. Wbrew wszystkiemu pasowało mi to. Jako jedyny w tym miejscu zyskał moje minimalne zaufanie.

***

- Dzięki za pomoc – uśmiechnąłem się do bruneta, kiedy podał mi ostatnią rzecz z ziemi. Kibum pokiwał głową, zdobywając się na delikatny grymas zadowolenia. – Zaraz poproszę kogoś, aby mi pomógł poprzenosić meble i ustawić materac – odparłem, zamykając szafkę. Brunet stał obok mnie, a jego brwi zbliżyły się do siebie w konsternacji.

- Mogę pomóc – zapewnił, a ja nie mogłem powstrzymać mimowolnego śmiechu, co chyba nie spodobało się Kibumowi, bo poczułem delikatnego kuksańca w ramię a chłopak nadął niczym dziecko pulchne poliki.

- Wybacz, ale z tymi wątłymi ramionami… - urwałem, bo dotarło do mnie, że może i chłopak był kruchy, ale przecież miał umiejętności telekinezy, wiec skoro chce pomóc, to czemu miałbym mu odmówić? – W sumie to czemu by nie? Twoja umiejętność się przyda i nie będę dzięki temu dłużnikiem Onew – przytaknąłem na własne słowa, ale Kibum nie wydawał się zadowolony moją propozycją.

- Nie wiem czy to dobry pomysł. Niezbyt ją kontroluje – odparł, a ja przytaknąłem mu automatycznie. W sumie coś w tym jest. Możliwe nawet, że nie miał na celu wywalać wszystkiego z kuchennej szafy. W takim razie muszę poprosić Jinkiego o pomoc. Na szczęście pewnie się zgodzi, o ile tylko w zamian skoczę mu po kurczaki do pobliskiej knajpy. Pewnie by wolał te z drugiego miasta, ale raczej nie poczuje różnicy. W końcu kurczak to kurczak, prawda?

Koniec końców Kibum uparł się, że pomoże na ile zdoła. Głównie plątał mi się pod nogami, lecz nie umiałem go wywalić. Przesunięcie mebli i wstawienie materaca pod oknem zajęło łącznie trzy godziny, nie licząc przerwy na obiad z pobliskiej restauracji. To było intrygujące oglądać Kibuma, który próbuje nowych rzeczy, spotyka się z nieznanymi mu dotąd smakami czy doznaniami. Nie mogłem po prostu oderwać od niego wzroku, co oczywiście musiał potem skomentować Tae, kiedy byliśmy z dala od uszu innych. Może i faktycznie byłem nim nadto zafascynowany, ale to było niczym oglądanie dziecka w ciele około dwudziestoletniego, uroczego chłopaka. Tak, uważałem Kibuma za uroczego. I co z tego? Uważałem za urocze również psy czy słonie, co nie znaczy, że chciałbym wiązać z nimi głębsze uczucia. Tak powiedziałem Taeminowi, chociaż ten nie wydawał się usatysfakcjonowany moją odpowiedzią.

- Jak myślisz, kiedy będę mógł wyjść? – z zamyślenia wyrwał mnie Kibum, który stał przy oknie wyglądając na niemal już puste ulicę. Co jakiś czas przejeżdżało auto. Zapatrzyłem się na twarz bruneta lekko oświetloną przez ostatnie promienie zachodzącego słońca. Wygląda tak krucho i bezbronnie oraz samotnie.

- Już niedługo. – skłamałem bo, do cholery, nie wiedziałem, kiedy może wyjść. Wypuściłbym go już teraz, ale co jak przejedzie jakieś wojskowe auto? Nie chciałem go tutaj trzymać, widząc jak tęsknie patrzy na zewnątrz w poszukiwaniu wolności. I teraz patrzył na mnie tymi kocimi, smutnymi oczętami. Przełknąłem z trudem ślinę. – Zabiorę cię w przyszłym tygodniu na zakupy – powiedziałem nim zdołałem ugryźć się w język. Mój filtr miedzy umysłem a ustami chyba przestał chwilowo działać. Kibum spojrzał na mnie zdziwiony, ale po chwili zobaczyłem cos cudownego. Naturalny, szczęśliwy uśmiech. I chociaż był niewielki, to najnaturalniejszy jaki dane mi było zobaczyć w jego wykonaniu.

- Dziękuję… - wyszeptał, odwracając się z powrotem do okna. Złapałem się za przód koszuli na wysokości serca, które zabiło zdecydowanie zbyt mocno. Jong, weź się w garść.

***

Szczotkowałem zęby przed lustrem w niewielkiej łazience. Druga było nieznacznie większa, ale obecnie zajęta. Jednak co się dziwić, kiedy mieszka tutaj tyle osób? Do tego dzisiejszego dnia zaczynałem czuć ekscytację. Za dwa dni miałem wyjść z Jonghyunem na miasto. Zaznać świeżego powietrza, pobyć w tłumie nieuzbrojonych ludzi i pochodzić po sklepach z rzeczami, których nie potrzebuje oraz na które mnie nie stać. Aż nie mogłem powstrzymać krótkiego śmiechu zadowolenia.

- Boże! – krzyknąłem, kiedy zobaczyłem dzieciaki w progu łazienki. Trzymały się za ręce, wpatrując we mnie takim wzrokiem, że aż ciarki przechodziły. – Nie straszcie tak ludzi – chociaż nie należałem do ludzi lękliwych, tak nieco moja czujność spadała w tym miejscu.

- Uważaj – powiedziała dziewczynka, a mnie znowu przeszły dreszcze na ton jej głosu. Był taki… chłodny, odległy.

- Śmierć ciągnie się za tobą…

- Stracisz go…

- Stracisz wszystko…

- Jeśli nie będziesz uważać…

Mówili jedno po drugim, a ja jedynie wpatrywałem się w nich z niedowierzaniem. Może trwało to tylko minutę, po czym zniknęli za drzwiami, których trzask wywołał u mnie palpitacje serca. Cholera, jak ja nienawidziłem tych wszystkich paranormalnych zjawisk. Od razu przypomniało mi się jak Jong wspominał, że umieją przepowiadać przyszłość, ale przecież nie wychodzi im to, prawda? Dlatego nie powinienem się martwić. I chociaż próbowałem się utwierdzić w przekonaniu, że będzie w porządku, to nadal nie mogłem się pozbyć z głowy ich słów, ani tego jakim tonem to mówili.

- Kibum, wszystko w porządku? – podskoczyłem czując dłoń na swoim ramieniu. Muszę się wziąć w garść, bo gdzie się podziała moja silna wola, brak lęku i zaciętość? Wymusiłem jak zwykle uśmiech i pokiwałem głową. – Wiesz, że jeśli coś się trapi, to możesz do mnie przyjść, prawda? – ach, i znowu ten troskliwy ton od którego robiło mi się mdło. Dobra, może z tej całej zgrai najbardziej ufałem Jonghyunowi, lecz nadal wietrzyłem w tym jakiś podstęp. Taki już jestem, jasne? Bo życie nauczyło mnie, że zawsze jest jakieś ale.

- Wiem – przytaknąłem dla świętego spokoju. Jong spojrzał na mnie jedynie tym szczenięcym wzrokiem, ale nie drążył. I właśnie za to go ceniłem. Nigdy na mnie nie naciskał.

***

Obserwowałem ich z boku. Jonghyun jeszcze tego nie przyjmował do wiadomości, ale zdecydowanie za bardzo się zbliżył do tego całego Kibuma. Wodził za nim maślanym wzrokiem, naskakiwał mu. Co mnie niesamowicie wkurzało. Nie dlatego, że czułem coś do Jonghyuna (chociaż kiedyś mi się podobał), po prostu martwiłem się o niego. Ten chłopak go skrzywdzi i byłem tego pewien, jak tego, że ziemia jest okrągła. Ja sam zachowywałem się względem niego uprzejmie, dałem mu nawet kilka swoich rzeczy, by miał w czym chodzić, ale to nie znaczy, że mu ufałem. Może to być dwulicowe z mojej strony, ale jak mówi pewne przysłowie – przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej. Dlatego mam zamiar zdobyć jego zaufanie, by dowiedzieć się jaki jest jego cel.

- Nie lubię go – usłyszałem przy sobie dobrze mi znany głos. Nie musiałem się nawet odwracać, by wiedzieć, że za mną stoi ta przerośnięta ropucha. – Owinął sobie Jonghyuna wokół palca – dodał cicho, aby nikt nas nie podsłuchał. W końcu mieliśmy byś jedną wielką rodziną, prawda? Dobre sobie. Chociaż z drugiej strony niekiedy rodzina to twój największy wróg. W rodzinie pomimo nienawiści do kogoś, musisz nosić wiecznie sztuczny, uprzejmy uśmiech.

- Wyjątkowo się z tobą zgadzam – przytaknąłem mu. Nie miało sensu go kłamać. Dupek już dawno się domyślił się o moich zamiarach. Nadal umiał mnie prześwietlić na wylot. Boże, jak ja go nienawidziłem, a za razem siebie, że nadal tak za nim tęskniłem. Ciągle się przyłapywałem na tym, że w środku nocy szukam w łóżku jego umięśnionego ciała, tych ramion, które opatulą mnie i rozgrzeją. Wiem, że jestem kretynem, ale go kocham, chociaż za razem nienawidzę. Po prostu zwariować można.

- Powinniśmy się go pozbyć, nim ściągnie na nas kłopoty – Minho stanął teraz przy mnie w drzwiach do kuchni, skąd oglądaliśmy tamtą dwójkę.

- To prawda, że szukali go wojskowi? – dopytałem, bo w sumie chodziło za mną to od dłuższego czasu. Oni nie gonią za pierwszym lepszym mutantem, ani nie trzymają takich u siebie,  bo na pewno nie należał do dystryktu.

- Tak. Ostrzelali nawet auto Jonghyuna. Woleli go mieć martwego, niż wypuścić na wolność – pokiwałem ze zrozumieniem głowa. Nie musiał dodawać nic więcej. Wiedziałem do czego zmierza. Kibum ukrywał coś przed nami i jest to związane z jego umiejętnościami. Czułem wielką potrzebę dowiedzieć się, co też skrywa się pod tą maską słodkiego, bezbronnego chłopca. 
____________________________________________________________________________________________________

Wybaczcie tak duże osunięcie w czasie ;-; Ale w końcu wczoraj wieczorem po trzech tygodnia napisałam coś i tak oto trafia do was trzeci rozdział. Wiem, że akcja może się wolno rozwiać, ale niestety niekiedy jest to niezbędne. 
Wydaje mi się też, że się wypaliłam, ale mam nadzieję, że was nie zawiodłam tym rozdziałem. 
Niestety nadal mogę dodawać ze sporym opóźnieniem, niemniej już prawie skończyłam pracę dyplomową, więc pozostanie mi jedynie nauka do matury, która nie zabierze tyle mojej uwagi jak dyplom.
No i jako bonus mam dla was pracę, którą podesłała mi jjangjjangboy: 

Także liczę, że w niedługim czasie dodam kolejny rozdział~!