niedziela, 10 sierpnia 2014

Small town, creepy town - 4. Szczęśliwa rodzina




Jeśli kiedykolwiek ktoś wierzył, że praca policji wygląda jak w tych wszystkich programach telewizyjnych jak CSI - to był idiotą. Przynajmniej szeryf zawsze uważał taki ludzi za naiwnych. Może miał o nich takie zdanie, bo wiedział jak to działa? Nawet, kiedy pracował w wielkim mieście, złapanie sprawcy nie zajmowało tydzień. Czasami znalezienie mordercy zajmuje pięć, dziesięć lub nawet piętnaście lat. Dlatego ta sprawa tak go przerażała. Ofiar było już cztery, a on nie miał żadnego tropu. Sprawca robił się coraz bardziej brutalny i zabijał za każdym razem w inny sposób. Zwykle, jeśli już miał do czynienia z morderstwem, oprawcami byli narkomani, zazdrośni kochankowie lub inni, niezbyt inteligentni amerykanie. Nigdy nie miał do czynienia z prawdziwym seryjnym mordercą, który poziomem IQ przewyższał większość miasteczka. Takie osoby zwykle były nieprzewidywalne, nigdy nie wiedziałeś co siedzi im w głowie, z drugiej jednak strony nie można było rozróżnić ich od innych na ulicy. Każdy z nich, z tego czego się nauczył na kursie, miał swoją pokręconą teorię, która by usprawiedliwiły ich czyny. Posiadali również schemat dzięki któremu wybierali swoje ofiary. Jedni lubili mordować blondynki, inni woleli starszych ludzi. Nigdy nie wiedziałeś z kim masz do czynienia. Szeryf, pomimo wielu lat służby, nie potrafił dostrzec zależności między ofiarami. Lizzy miała ponad dwadzieścia pięć lat, Kris dziewiętnaście a ZiTao osiemnaście. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie ostatnie morderstwo dziesięcioletniego chłopca. Dzieci, kobiety, mężczyźni. Wydawało się, że sprawca nie ma ustalonego celu. Szeryf nie wiedział w jaki sposób są wybierane ofiary, poza tym, że wszystkie pochodzą z miasteczka.

- Proszę, kawa o którą pan prosił – młoda dziewczyna postawiła na biurku komendanta kubek parującego napoju. Brunetka dopiero szkoliła się na policjantkę. Od zawsze chciała pomagać innym ludziom z miasteczka, tak jak jej ojciec. Był zastępcą i pomimo jego sprzeciwów, dziewczyna w końcu postanowiła pójść w jego ślady. Wcześniej argumentował to tym, że przecież w miasteczku jest bezpiecznie. Teraz nie mogłaby już tego samego powiedzieć.

- Sam, powiedz mi, kiedy znaleziono Lizzy  - zaczepił dziewczynę nim ta wyszła z gabinetu. Brunetka na chwilę się zamyśliła, bo wydawało się, że to było tak dawno odkąd pochowano Liz.

- Pierwszego dnia miesiąca. Czemu pan o to pyta? – dopytała, chociaż mężczyzna nie miał zamiaru jej odpowiadać. Szeryf zamyślił się na chwilę, zerkając na kalendarz stojący na biurku. Czerwonym mazakiem nakreślił kółko wokół jedynki.

- Co z Krisem? – zadał kolejne pytanie, tym razem dziewczyna odpowiedziała szybciej. Jakiś czas temu się w nim podkochiwała, jednak był oddany swojej dziewczynie. Często zazdrościła Lizzy.

- Czwartego maja.

- Tao?

- Siódmego maja.

- A Timmy?

- Dziesiątego maja – mężczyzna za każdym razem zakreślał kółko wokół daty jaką podawała dziewczyna. Ta czekała może na jakieś wyjaśnienia lecz szeryf wydawał się zbyt skupiony lub nawet przerażony. Po chwili, nieco drżącą dłonią, zaznaczył datę trzynastego maja. Jeśli jego przypuszczenia są słuszne, w takim razie między morderstwami są dwudniowe przerwy. To było niewiele, aby zapobiec kolejnej zbrodni.

***

Szatyn wszedł w piątkowe popołudnie do sklepu. Ciągle słyszał gadania starych kobiet na temat śmierci dziecka. Ta wiadomość ścisnęła mu serce. Sam był ojcem, więc nie wiedział co by czuł gdyby się dowiedział, że jego maluch nie żyje. Co prawda nie była to szczęśliwa rodzinka, mimo to żyli razem. Suho musiał skończyć wcześniej szkołę, kiedy jego dziewczyna oznajmiła mu, że jest w ciąży. Z początku się cieszył. Postanowił znaleźć pracę, aby zarobić na ich przyszłość, która wcale nie była taka jak sobie wymarzył. Pierwsze osiem miesięcy było cudownych. Suho był troskliwym chłopakiem. Co prawda plotkowano o nich wiele na mieście, a jego ukochana przez to często płakała dlatego był zawsze przy niej, aby ją pocieszył. Wtedy przyszła pora na poród. Rzeczywistość uderzyła w szatyna a była ona taka, że jego dziewczyna to szmata, która go zdradziła. Mógł zrozumieć, gdyby dziecko nie było Azjatom tak jak on. Jednak nie jest głupi, aby wierzyć, ze z białej dziewczyny i Azjaty może wyjść mulat. Mimo to kochał tego malucha, a nienawidził dawnej ukochanej. W końcu zamieszkał z nią, bo był dorosły i zamierzał wziąć za nią odpowiedzialność wiedząc, że nikt inny tego nie zrobi.  

Wszystkie jego plany i marzenia runęły. Suho od zawsze pragnął wyjechać do większego miasta, w pogoni za sukcesem większym, niż może osiągnąć w tym miasteczku. Nie przepadał za nim, chociaż miało swoje uroki. Mimo to od roku wydawało mu się, że się w nim dusi. Zaraz odgonił te myśli, bo nie chciał znowu rozdrapywać ledwo zabliźnionych ran. Skupił się na zakupach. Już prawię miał wszystko z listy, kiedy jego wzrok przykuł niski staruszek próbujący sięgnąć fasolkę z najwyższej półki. Szatyn, który był od mężczyzny o ponad głowę wyższy, pomógł mu podając produkt z delikatnym uśmiechem.

- Och, dziękuję – Gnom odwzajemnił uśmiech wrzucając fasolkę do koszyka.

- Nie ma za co. Dziwię się, że pana tutaj widzę – zagadał Suho. W porównaniu do większości miasteczka, nie miał nic do tego człowieka. Był może trochę ekscentryczny, lecz na boga, kto taki nie jest? Do tego wiedział, że staruszek nigdy nie robił sam zakupów. Jego kiepski stan zdrowia nie pozwalał mu na noszenie ciężarów.

- Miałem bardzo dużą ochotę na fasolę – odparł, uśmiechając się a w kącikach oczu powstały mu kurze łapki. Szatyn nie rozumiał jak ludzie mogą tak koszmarnie traktować tego człowieka, który był naprawdę sympatyczny. – Powiedz lepiej co u ciebie słychać, Suho – odparł i gadali dopóki oboje nie doszli do kasy. Chwilę jeszcze zajęli się rozmową. Rozdzielili się dopiero po wyjściu ze sklepu. Szatyn życzył mężczyźnie udanego dnia, wracając do swojej kochanej dziewczyny i dziecka, które nie należy do niego.

***

Tae wpatrywał się w szatyna miękkim wzrokiem. Ten co prawda był zajęty klientami. W końcu nie mógł poświęcać całego czasu rudzielcowi, bo nie za to mu płacili. Kiedy ruch zelżał, mogli wrócić do przerwanej rozmowy.

- Wpadnę po ciebie w niedziele po południu, dobrze? Muszę coś wcześniej załatwić – odparł, odwracając się w stronę chłopaka, który siedział na krześle za jego plecami. Tae przeżuł szybko resztkę lukrowanego lizaka, oblizując kusząco usta. Ostatnio coraz częściej zdarzało mu się robić dziwne gesty w obecności Minho, mimo to ten zdawał się ich nie zauważał. W końcu przytaknął mu. Sam musiał jeszcze zrobić kilka rzeczy przed ich wyjściem do kina. Miał wszystko zaplanowane co do godziny.

Niestety, jak to bywa z planami, wszystko się posypało. Chłopak w panice wpadł do mieszkania Key około godziny jedenastej. Rudzielec przywitał się z matką blondyna, wbiegając szybko po schodach. Przystanął na chwilę zaskoczony, kiedy jego przyjaciel świergotał przez telefon, co nie było do niego podobne. Key, zauważając intruza, pożegnał się z rozmówcą błyskawicznie zrywając połączenie.

- Rozmawiałem z Daniell – mruknął na swoje usprawiedliwienie. W normalnych okolicznościach dopytałby się o co chodzi, jednak teraz postanowił machnąć na to ręką. W nocy miał koszmar, że jego spotkanie z Minho poszło koszmarnie. Teraz martwił się, że sen się urzeczywistni.

- Nieważne – machnął na niego ręką, siadając obok na łóżku, łapiąc za drobne dłonie przyjaciela. – Musisz mi pomóc zrobić się na bóstwo dla Minho! – niemal krzyknął, na co Key uśmiechnął się pod nosem, w ten swój ironiczny, nieco niebezpieczny sposób. Tae nie przepadał za tym grymasem na ustach chłopaka, bo nigdy nie zapowiadał niczego dobrego. Oznaczał, że jakaś myśl zrodziła się w umyśle blondyna.

- Ufasz mi? – dopytał, zaciskając palce na dłoni młodszego chłopaka, przewidując, że ten będzie próbował uciec. I tak było. Taemin chciał się odsunąć, lecz Kibum trzymał go mocno przy sobie. W końcu ponowił pytanie, kiedy ten nie odpowiedział.

- T-tak? – nie brzmiał na pewnego, mimo to ta odpowiedź wystarczyła Key. Już po chwili złapał chłopaka za nadgarstek, ciągnąc w stronę łazienki. Usadził Tae tyłem do lustra, nie chcąc aby ten zobaczył co kombinuje. – O nie… nie,nie,nie! – krzyknął, widząc w dłoniach przyjaciela pudełko, pędzel, czepek i nożyczki. Wbrew sprzeciwom Tae, Key udało się go przekonać. Jak zwykle z resztą. Blondyn od zawsze umiał argumentować swoje niedorzeczne pomysły.

Po niemal dwóch godzinach Tae wyszedł z pokoju Kibuma odmieniony. Mama chłopaka, która akurat przechodziła obok, prawie nie poznała przyjaciela swojego syna. Wcześniej zbyt długie i zniszczone włosy zostały przycięte i pocieniowane, dzięki czemu idealnie się układały. Do tego nie były już rude, lecz czarne z błękitnymi przebłyskami w słońcu. Key postarał się również o odpowiedni ubiór. Założył mu, oczywiście nie osobiście, czarne podziurawione na udach spodnie. Sam uwielbiał w nich chodzić przy Jonghyunie, wiedząc jak na niego działają. Z Choi pewnie nie będzie inaczej. W końcu Taemin ma, co musi przyznać z ciężkim sercem, cudowne nogi. Na górę dał mu białą bokserkę z nadrukiem wilka na tle lasu. Póki co było ciepło, więc nawet nie planował mu dawać żadnej bluzy. W końcu film skończy się pewnie późno, a wtedy Minho, o ile jest miłym gościem, pożyczy Tae swoją kurtkę. Plan genialny - zdaniem Kibuma.

***

Minho miał mniej problemów z szykowaniem się. Raczej nigdy nie przykładał zbyt dużej wagi do wyglądu. Po prostu jako człowiek zajęty pracą i przeżyciem, zwykle miał gdzieś jak wygląda. Na szczęście posiadał ten typ urody, że wystarczyło mu przeczesać włosy i już mógł pokazać się ludziom. Dlatego, kiedy wrócił z pracy, wziął szybki prysznic i przebrał się w świeże ubrania. Co prawda zapewne będzie musiał powtórzyć tą czynność przed samym kinem. Przeczesał palcami lekko wilgotne włosy, biorąc portfel i torbę. Sięgnął do kieszeni, w której miał kartkę zapisaną drobnym, lecz ładnym pismem. Wsiadł na rower, jadąc kilkanaście minut do najbliższego miasta. W ich miasteczku był dobry sklep, lecz nie posiadali wszystkiego. Oczywiście Minho nie musiał tego robić, lecz raz na jakiś czas mógł się wysilić, a ćwiczeń nigdy za mało. Wyszedł ze sklepu z dwiema wielkimi torbami i kilkunastoma dolarami mniej (na szczęście nie swoimi). Wszystko włożył do kosza, który zamontował przed wyjazdem. Przetarł jeszcze czoło, na którym zebrało się kilka kropel potu. Było już dość późno, a nadal było sporo do zrobienia. Droga powrotna była trudniejsza, lecz dla niego wszystko było wykonywalne. Przynajmniej sam siebie o tym przekonywał, kiedy pedałował ile sił. Zatrzymał się dopiero przed starym nieco zniszczonym domem. Zostawił rower przed wejściem opierając go o drewnianą belkę. Torby z lekkim trudem uniósł z koszyka, zerkając jeszcze na spróchniałe drewno.

- Przydałoby się odmalować – mruknął sam do siebie. Pokonał kilka stopni, aby wejść na niewielkie ganek. Łokciem nacisnął dzwonek, a monotonny nieco denerwujący dźwięk rozniósł się po prawie opustoszałym domu. Po chwili Choi usłyszał kroki, a w drzwiach stanął stary, zgarbiony facet. Minho uśmiechnął się do niego szeroko, unosząc torby nieco wyżej. – Przyniosłem zakupy – odparł a Gnom odsunął się o krok wpuszczając go do wyniszczonego domu.

***

Key miał pomóc Taeminowi się odprężyć przed wizytą w kinie, a spowodował, że chłopak jeszcze bardziej się denerwował. Cały czas w głowie huczały mu pytania czy mu się spodoba moja nowa fryzura, czy nie przesadził z ciuchami. Siedział niczym na szpilkach w salonie, a jego własna matka mu nie pomagała dokuczając mu. Ojca jak zwykle nie było, bo siedział w sklepie. Kiedy rozbrzmiał o osiemnastej dzwonek do drzwi chłopak zerwał się czym prędzej z kanapy.

- Och… - wyszeptał Choi, kiedy zobaczył Tae po raz pierwszy w nowych włosach. Był zaskoczony taką zmianą, lecz musiał przyznać, że mu pasowało. Dodawało mu powagi i wyglądał bardziej na swój wiek. – Ładnie wyglądasz – dodał, podejrzewając, że chłopak oczekuje jakiegoś komentarza. Taemin od razu się rozpromienił i chociaż jeden ciężar spadł mu z serca. Nie zabierając żadnej bluzy, tak jak mu poradził Key, wyszedł z Minho do kina. Mieli dwadzieścia minut do seansu, więc nie było sensu się śpieszyć, tym bardziej, że jedną piątą filmu zajmowały reklamy. W końcu kino musiało się jakoś utrzymać.

W budynku na ich seansie nie było wiele osób. Co całkowicie pasowało obojgu. Żaden z nich nie był niezwykle towarzyską osobą. Tae przez swoją nieśmiałość, a Choi przez wymagający styl życia. Film, który wybrał Kibum, nie był niesamowity, lecz w dobrym towarzystwie nawet najgorsze chwile są przyjemne. Oboje śmiali się z kiepskiej gry aktorskiej, przewidywalnego scenariusza i nieudolnej oprawie graficznej. Kilka osób, które chyba było zainteresowane filmem, uciszało ich, przez co wpadali w jeszcze większy rechot. Po około dwóch godzinach wyszli z kina. Po drodze wyrzucili pusty kubeł z popcornem oraz napoje. Było już ciemno. W końcu film zaczynał się chwilę przed dwudziestą. Key tak to zaplanował, aby Minho odprowadził Tae. I tak jak planował blondyn - tak też się stało. Choi, z uwagi na ostatnie wydarzenia, nie mógł zostawić chłopaka samego. Widział, że też boi się wracać sam co było urocze.

- Zimno – mruknął Taemin, pocierając nagie ramiona. Minho widząc to zdjął z siebie kurtkę, zarzucając ją na kruche ramiona chłopaka. – Dziękuję – wyszeptał zawstydzony, otulając się mocniej materiałem przesiąkniętym zapachem szatyna. Choi uśmiechnął się delikatnie, targając go po ciemnych, krótkich włosach. Były niezwykle przyjemne w dotyku.

Przez większość czasu rozmawiali, a droga powrotna zajęła im więcej czasu niż dojście do kina. Do tego Taemin czuł się trochę winny, bo Minho robił dodatkowe kilometry. Jego mieszkanie znajdowało się za kinem, podczas gdy oni szli w stronę północnej części miasta. Tae czuł, że serce mu łomoczę i nie może przestać się szczerzyć jak głupi. Choi był idealny w każdym calu. Przynajmniej dla niego. Miły, uprzejmy, zabawny i męski. Do tego miał dobre serce i cudowny uśmiech, który wywoływał w brzuchu młodszego chłopaka lawinę emocji. Niestety byli coraz bliżej jego domu. Taemin nie chciał się z nim rozstawać, do tego nie wiedział jak powinien to zrobić. Rzucić zwykłe na razie, czy też przytulić go, ucałować w polik? Od myślenia o tym stał się nerwowy, co nie umknęło uwadze szatyna. Chłopak zaczął wyłamywać sobie palce widząc swój dom z oddali.

- Um… więc, było miło? – odparł, a niepewność w jego głosie była wręcz namacalna. Minho kiwnął głową, po czym złapał go za podbródek całując szybko i delikatnie w wargi. Tae zamrugał zdziwiony i nie minęła chwila, kiedy jego ciało zareagowało. Złapał Choi za przód koszulki, samemu stając na palcach, aby wbić się w jego usta. Szatyn mruknął cicho łapiąc go za biodra z początku oddając pieszczotę. Odsunął chłopaka dopiero wtedy, kiedy poczuł język przesuwający się po jego wargach. Kiedy Minho odepchnął Taemina, ten zaczął panikować. Odskoczył przestraszony, a jego poliki wręcz płonęły od zażenowania. – Boże, wygłupiłem się. Przepraszam! – jęknął, zakrywając twarz dłońmi. Już chciał uciec, ale Choi złapał go za ramię.

- W porządku, Minnie… - wyszeptał, po czym spojrzał ponad ramię czarnowłosego. - Po prostu ktoś nas obserwuje – dodał, wskazując gestem głowy na okna. Tae od razu odwrócił się w stronę domu widząc jasne włosy swojej matki i nagły ruch zasłon. – Czekają na ciebie. Idź już – mruknął mu do ucha, całując go jeszcze w polik. Młodszy chłopak przytaknął, czując, że chyba przybrał kolorów na twarzy. Pomachał jeszcze Minho, nim wszedł do domu gdzie w przedpokoju czekała na niego mama z szerokim, zbyt zadowolonym uśmiechem.  Na pytanie jak było odpowiedział jej wymijająco, uciekając na górę do swojego pokoju. Może na razie miał spokój z jej strony, lecz nie było to wieczne. Zapewne już jutro zaleje go lawina pytań o wieczór i pocałunek, który na pewno nie umknął uwadze jego rodzicielki. Nie miał siły nawet się przebierać. Skopał z siebie jedynie spodnie, w bokserkach uwalając się na łóżku. Spojrzał na kurtkę szatyna, której nie oddał. Złapał ją w drobne dłonie, przyciskając do ciała, nos wtulając w pachnący szatynem materiał. Ile on by oddał, aby poczuć jego silne ramiona i ciepło przy sobie.

***

Nie tylko Minho i Taemin spędzali miło niedzielny wieczór. Dwójka przyjaciół siedziała wspólnie na dachu, oglądając gwiazdy na bezchmurnym niebie. Chociaż nazywanie ich jedynie przyjaciółmi byłoby sporym niedomówieniem. Wszyscy wiedzieli jakie relacje ich łączą, chociaż nigdy nie padły między nimi oficjalne postanowienia. Nawet ich rodzice byli doinformowani i nie przeszkadzało im to. Uważali, że to po prostu młodzieńcze zauroczenie. Potrzeba wyszalenia się i eksperymentowania. Dwójka chłopaków nigdy nie czułą potrzeby, aby wyciągać swoich rodziców z błędu. Oni wiedzieli, że to co jest między nimi jest czymś poważnym. Może i nie wiecznym, bo nic takie nie jest, lecz na pewno nie było to zwykłe zauroczenie.

- W mieście nie ma takich gwiazd – mruknął Chanyeol, głaszcząc delikatnie kochanka po włosach. Niższy chłopak mruknął będąc zbyt rozleniwionym, aby odpowiedzieć cokolwiek. – To chyba jedyne co lubię w tym mieście. Jesteś tak blisko natury – dodał, a Baekhyun w końcu uniósł powieki, aby spojrzeć na partnera. Oboje byli zgodni co do mieszkania w tym miejscu. Nienawidzili go, chociaż owszem - miało swoje uroki. Jednak jedynymi plusami były piękne widoki, świeże powietrze i rodzinną atmosferę. Obaj lgnęli do tłocznego miasta. Niestety wydostanie się stąd na stałe nie było ładne. Jeśli w ogóle wykonywalne z podejściem ich rodzin.

- Zaczynasz gadać bzdury – burknął młodszy chłopak, pomimo że się z nim zgadzał. Park uśmiechnął się do kochanka, łącząc ich usta w delikatnym, subtelnym i pełnym miłości pocałunku.

- I tak mnie kochasz – odparł z błyskiem w oku i szerokim uśmiechem na ustach. Baekhyun wywrócił oczami, lecz w końcu skinął głową, wracając w objęcia partnera. Spojrzał mglistym wzrokiem w gwiazdy podejrzewając, że Chanyeol teraz próbuje odgadnąć konstelację. W takich chwilach nie potrzeba słów. Obaj wiedzieli, że byli zdolni zrobić dla drugiego wszystko. Nawet poświecić własne życie.

***

Młoda dziewczyna z idealnym makijażem i ubraniami weszła przez drzwi swojego niewielkiego, jednopiętrowego domu. Przez ramię miała przerzuconą małą torbę podróżną, a na rękach trzymała dziecko, które łkało i kopało ją coraz mocniej.

- Uspokój się! – warknęła na nie, rzucając pakunek na ziemię w holu. Chłopiec krzyczał jeszcze głośniej, kiedy matka podniosła na jego głos. Brunetka rozejrzała się po domu. Mieszkanie było naprawdę niewielkie. Za małe dla niej. Miało jeden salon połączony z jadalnią, którą był okrągły stół przy którym mieściły się maksymalnie cztery osoby. Poza tym była kuchnia, gdzie dwie osoby to był tłum, jedna sypialnia i jedna łazienka oraz niewielki składzik, w którym trzymali miotły, odkurzacze i inne przedmioty do czyszczenia (z których rzadko korzystała).

- Tata! – krzyknął chłopiec wprost do ucha kobiety. Ta zabluźniła głośno idąc z synem na górę, gdzie powinien być jej współlokator. Była piąta rano w majowy poniedziałek, więc mężczyzna wciąż powinien być w domu, a skoro nie powitał syna, to nadal musiał spać.

- No oczywiście… - mruknęła, otwierając drzwi od sypialni. Szatyn leżał na łóżku, ze skrzyżowanymi ramionami na torsie. Chłopiec, widząc swojego ojca wyciągnął w jego stronę rączki, tym samym omal nie wypadając z ramion matki, która najchętniej (gdyby nie konsekwencję) puściła go. Położyło dziecko na łóżku, a to od razu podpełzło do mężczyzny, potrząsając delikatnie jego ramieniem, powtarzając tato, tato. Kobieta również podeszła bliżej, już mniej delikatnie niż chłopiec szturchając szatyna. – Suho, do cholery, wstawaj! – mruknęła gorzkim tonem, bo sama była zmęczona, a ten leżał na samym środku. Potrząsała nim coraz mocniej, jednak ani drgnął. Panika zaczęła w niej narastać, kiedy spojrzała na całą postać szatyna, delikatnie oświetloną przez słońce. Jego klatka ani drgnęła przez minutę podczas której mu się przypatrywała. – SUHO! – jej krzyk rozniósł się po całym, niewielkim domku, zapewne docierając do tego obok. 
___________________________________________________________________________________________________

Wybaczcie ewentualne błędy, lecz dopiero wstałam po powrocie z działki, więc jestem padnięta.
Co do przyszłego rozdziału - powinien być w niedzielę wieczorem lub poniedziałek od rana. Jeśli uda mi się wyrobić to możecie się go również oczekiwać w środę, lecz to zależy czy wena dopiszę :3 

Życzę udanego dnia wam wszystkim i chciałabym podziękować za niezwykle miłe komentarze pod poprzednim postem <3