niedziela, 13 kwietnia 2014

Jak pies z kotem - 7



7


Jonghyun całą noc rozmyślał nad słowami Kibuma, które próbował zrozumieć. Jednak wiedział, że chłopak nie darzy go żadnym głębszym uczuciem. Czy to mogłoby się zmienić w przyszłości? Czy może chodziło tutaj o to, że jest hetero? Sam nie wiedział co dokładnie miał na myśli Key, a te myśli tak go zadręczały, iż postanowił z nim o tym porozmawiać. Oczywiście nie wiedział jak między nimi będzie po tym wieczorze i jak w ogóle trzyma się psychicznie Kibum. Jednak nie zdziwiło go, kiedy zastał chłopaka już z samego rana w kuchni, gotującego sobie jajecznice. Co z tego, że była niedziela i każda normalna osoba nadal by spała, albo dopiero się zwlekła? Blondyn był już zaprogramowany na wczesne wstawanie i nawet w weekendu nie umiał przeleżeć całego dnia. Dlatego był już w pełni ubrany, odświeżony i aktualnie zamierzał zająć się zaspokojeniem głodu. Brunet podszedł do niego, kładąc mu dłoń na biodrach, zerkając mu przez ramię.

- Jong, zostaw. Nie będziemy się pieprzyć z samego rana, kiedy tobie nadal śmierci z ust – mruknął, odsuwając od siebie dłonie mężczyzny, zsuwając jajecznice na talerz gdzie leżały już dwie kromki chleba nasmarowane masłem oraz papryka w długich plasterkach. – Jeśli tak bardzo chcesz, to idź się umyć i pomyśle o tym – dodał, mijając go, kierując się do salonu gdzie zamierzał delektować się śniadanie przed telewizorem. Jong zmarszczył brwi, nie rozumiejąc tego. Key zachowywał się tak jak zawsze. To on decydował kiedy to robią, jak zwykle nie było żadnych czułych gestów i kąśliwe teksty. Jakby wczorajszego dnia nie było, jakby nie spotkał swojej dawnej miłości i nie padło tych kilka słów.

Jeszcze tego dnia pieprzyli się w sypialni Jonghyuna. Szybko, niczym dzikie, spragnione zwierzęta, kierowane instynktem. Brunet doszedł na brzuch blondyna, całując go leniwie po obojczyku. Nie używali prezerwatyw, jednak Jong też już nie kończył we wnętrzu chłopaka. Takie były zasady. Zasady ich układu, które ustalili pierwszego dnia. Key nie lubił ograniczeń, czuć śliska gumę. To było dla niego niczym lizanie cukierka przez papierek. Nie pozwalał jednak Jonghyunowi dochodzić w sobie. Mężczyzna musiał w odpowiednim momencie wysunąć się z niego i skończyć na własną rękę (dosłownie). Nie było też czułości zaraz po. Kiedy tylko Jong doszedł na jego brzuch i uspokajał oddech, całując przy tym kochanka po torsie. Kibum odsunął go od siebie stanowczo i nic nie mówiąc wyszedł z sypialni. Brunet westchnął, układając się na łóżku, patrząc na drzwi za którymi chwilę temu zniknął chłopak. Taka była umowa, zero czułości i zbędnych gestów. Jednak on czasem tego potrzebował. Lubił przytulić się po seksie i popieścić leniwie partnerkę, a w tym przypadku Kibuma. Jednak on zawsze wychodzić. Nieważne czy był ranek, popołudnie czy wieczór. Jak bardzo był zmęczony i ledwo trzymał się na nogach i tak wychodził. Może to i lepiej? Key dba o to, aby zachowali dystans w ich układzie. Jednak czy tak wiele by zmienił jeden raz, kiedy by został na trochę dłużej?

***

- Wychodzisz? – dopytał brunet, siedząc w kolejny wtorek wieczór na kanapie, odpoczywając po pracy. Key właśnie stanął obok, biorąc z ławy jeden z tych dziwnych, przechodzących przez całe ucho kolczyków ze wzorem smoka. Jong był pewien, że ten gdzieś wychodzi, biorąc pod uwagę jego niecodzienny strój. Miał na sobie skórzane spodnie, glany, do tego niepasującą do wszystkiego czarną koszulę. Jednak Kibum lubił kontrowersyjne połączenia. W ogóle lubił wszystko co nietypowe, zapewne dlatego przystał na ich układ.

- Tak, mamy imprezę pożegnalną w firmie – mruknął, przeglądając się sobie w szybie. Poprawił nieco ułożone włosy, na których znajdowała się tona lakieru. Przekręcił dwa razy głowa, przyglądając się sobie z każdej strony, zabierając następnie skórzaną kurtkę z oparcia kanapy. Brunet przyglądał mu się dokładnie, podziwiając jego nogi w tych spodniach, które idealnie się opinały na chłopaku. Wiedział jednak, że nie ma co liczyć nawet na szybki numerek, bo o ile blondyn był punktualny do pracy, tak na wszelkie spotkania zawsze się spóźniał.

- Miłej zabawy – mruknął Jonghyun, mimo to dalej mu się przypatrywał. Może miał paranoję, ale wydawało mu się, że chłopak jest dzisiaj jakiś nieswój. Jakby bardziej płochliwy, niechętny na jakikolwiek dotyk. Nie wiedział czy to były jego złudzenia, czy może coś się stało. Jednak wiedział, iż i tak nie dane mu będzie się dowiedzieć. Przecież łączył ich tylko seks. Nie byli nawet przyjaciółmi.

- Dzięki – blondyn nawet na niego nie spojrzał, a kiedy niechcący się dotknęli od razu się odsunął, wychodząc czym prędzej z mieszkania. To zdziwiło Jonghyuna i nie dawało mu spokoju. Jednak nie męczyło też zbyt długo, bo już po chwili poświęcił się relaksowi, który bardzo szybko go uśpił. Kiedy Key wychodził była prawie dwudziesta, a kiedy Jonghyun się obudził była już dwudziesta trzecia. Jako że zdążył się wyspać, postanowił wypić kawę i poświęcić się graniu. Nie robił tego już od bardzo dawna, bo zwykle telewizor był zajęty, a on wolał grać na dużym ekranie. Odpalił sobie płytę z grą, pozwalając się wchłonąć przez wirtualny świat. Oderwał się dopiero, kiedy zaczęło go cisnąć w pęcherzu. Poszedł do łazienki a w drodze powrotnej do salonu zerknął z ciekawości na zegarek. Zamrugał kilka razy, przecierając wyschnięte oczy. Jeśli wzrok nie płatał mu figli, to dochodziła czwarta w nocy, a po Kibumie ani widy, ani słychu. Może też nieco histeryzował, w końcu poszedł się zabawić, ale ile trwa impreza pożegnalna? Nie powinien się tak nim przejmować, jednak nie mógł przestać. Nawet skupienie się na grze było trudne i trzeci raz kiedy go zabito, dał za wygraną. Wyłączył konsolę, wpatrując się w czarny ekran. Pokój pogrążył się w mroku, jedynie promienie księżyca wpadały przez okno, tworząc podłużny prostokątny snop światła na podłodze. Zegar na szafce świecił na zielono, wskazując kolejne mijające minuty. Poczuł wibrację w kieszeni, nie patrząc nawet na wyświetlać odblokował telefon, przykładając go do ucha.

- Tak? – zapytał dość przytomnie, mimo to nie miał siły na nic. Jego rozmówca jakby chwilę się zawahał, nim brunet usłyszał melodyjny, delikatny szept.

- Hyung, jest Kibum w domu? – zapytał Taemin, którego Jong od razu poznał po charakterystycznym głosie. Mówił jednak szeptem, więc Jonghyun szybko wywnioskował, że zapewne nie chce kogoś obudzić. Może Minho? Czy oni już ze sobą sypiają? A co ważniejsze czy Tae wie o tym, jak Choi skrzywdził Key? Na pewno nie wiedział. Wtedy nie byliby razem, nie obyłoby się bez kłótni i płaczu, o czym on na pewno by wiedział.

- Nie, nie ma. Wyszedł na spotkanie pożegnalne, a czemu pytasz? – mruknął, bawiąc się w palcach pilotem od telewizora, wahając się czy go włączyć i puścić jakiś głupi, dziwny wieczorny program, byleby zabić czas. Znowu wrócił myślami do Kibuma, zaczynając się niepokoić, skoro Tae o niego wypytywał.

- Bo… - chłopak zawahał się chwilę, nim kontynuował. – Dzwonił do mnie kilka razy, a kiedy w końcu odebrałem bełkotał coś bez sensu. To było godzinę temu, miałem nadzieję, że już wrócił, bo nie odbiera telefonu – Tae brzmiał na bardziej przejętego niż wymagała tego sytuacja. Był pijany i co z tego? Wróci do domu, a jak nie to policja go odwiezie lub ktoś podrzuci na izbę wytrzeźwień. Przecież był wśród znajomych, nic nie ma prawa mu się stać.

- Wytrzeźwieje nieco i wróci, nie martw się tym – odparł, aby uspokoić chłopaka. Przynajmniej już wiedział czemu gospodarz nie wracał i bynajmniej nie czuł się w obowiązku go szukać. Zapewne Kibum nawet by sobie tego nie życzył. Tae znowu milczał dłuższa chwilę, a Jong chciał już się pożegnać i pójść jednak do łóżka, ale chłopak go uprzedził.

- Martwię się, hyung – odparł, dodając zaraz wytłumaczenie dla swojego lęku o przyjaciela. – Nie powinienem o tym wiedzieć, ale Key kiedyś po pijaku mi powiedział o jego sytuacji w pracy – Tae zrobił pauzę, zupełnie jakby te słowa nie chciały mu przejść przez gardło. Czuł się źle, że wiedział od tak dawna, a nic nie zrobił. Nie pomógł mu, nie porozmawiał o tym. Jednak sam się bał. Był tylko uczniem, studentem. Do tego bardzo kruchym w budowie. – Jego szef go molestuje. Proszę, nie mów Key, że ci o tym powiedziałem, jednak to właśnie dlatego się martwię. Kto wie, co może się stać, jeśli ten człowiek dorwie pijanego Kibuma – Jong mógł sobie wyobrazić ten grymas na twarzy chłopaka, kiedy ściska mocniej telefon, starając się pohamować złość na samego siebie oraz tego, kto krzywdzi jego przyjaciela. Teraz to i bruneta zaczął się martwić, bo zdążył zauważyć jaki jest blondyn po alkoholu.

- Nic mu nie będzie. Wracaj spać i zostaw to mi – Jong pochylił się do przodu, wpatrując za okno, gdzie zaczęło już świtać. Usłyszał jeszcze ciche westchnienie ulgi i ciche wyrazy wdzięczności Taemina. Obiecał mu, że go znajdzie, jednak jak? Nie wiedział gdzie jest ta impreza, nie wiedział czy ktokolwiek jeszcze tam jest. Key mógł być wszędzie. Nie tylko na ulicy, w każdym domu czy hotelu w mieście. To wydawało się głupie, ale w końcu poderwał się z kanapy. Wsunął telefon do kieszeni, zabierając portfel, kluczyki i ciepłą kurtkę, bo z samego rana było zimno. Kręcił się po centrum, niczym opętany rozglądając się na boki. Nie postradał jednak umysłu na tyle, aby zacząć krzyczeć na środku ulicy, niczym w durnym filmie. Szedł przez miasto, dochodząc do niewielkiego parku kilkanaście minut drogi od domu. Słońce zaczęło przebijać się przez wysokie budynki, rzucając swoje pierwsze promienie na puste uliczki i alejki w parku. Minęła go kolejna osoba z psem. Zaspana, z dresie i bez makijażu. Widział też bezdomnych drzemiących pod drzewami lub na ławkach. W sumie mógł skończyć tak jak oni, gdyby dalej się zadłużał. Był winny Key przysługę za potrząśnięciem nim, zapewne dlatego postanowił podjąć się szukania go. Jednak z każdym kolejnym zakrętem zaczął tracić nadzieję. Dojrzał kolejnego pijaka lub wyrzutka siedzącego na ławce, z głową schowaną w ramionach, które były oparte na kolanach. Jong podszedł bliżej, zdejmując mu delikatnie kaptur. Westchnął głośno, kiedy chłopak poderwał głowę, wpatrując się w niego intensywnymi, brązowymi oczami. Brunetowi wydawał się znajomy. W końcu znał niemal idealnie jego ciało. Kibum wysunął drżącą dłoń, dotykając nią polika Jonghyuna, sprawdzając czy jest prawdziwy. Blondyn miał zimne palce, niczym kostki lodu. – Jezu, same problemy z tobą – mruknął mężczyzna, zdejmując z siebie kurtkę, zarzucając ją na barki współlokatora. Czuł od niego aromat alkoholu, bardzo silny. Wzrok miał nieobecny, czyli zapewne nadal był pijany.

- Jongie… - wymamrotał cicho Key, wtulając się mocniej w kurtkę, przesiąkniętą zapachem bruneta. Jonghyun złapał go za ramiona, pomagając wstać na równe nogi. Złapał go w pasie, czując jak ten spina się pod wpływem jego dotyku. Wszystko powoli składało się do kupy, a jego urojenia, nie były nimi. Tak jak podejrzewał, było coś nie tak ostatnimi czasy. Key uciekał przed jego dotykiem, czując się źle z tym, co robił mu szef, cokolwiek to było. Zapewne nie było to nic przyjemnego. Sam pewnie już dawno by mu przywalił. W końcu jednak blondyn uspokoił się i pozwolił się prowadzić, uczepiając się koszuli mężczyzny. Szli w milczeniu do mieszkania. Kiedy tylko weszli na górę, Jong od razu zaprowadził chłopaka do sypialni, zdejmując mu buty, spodnie oraz koszulkę, dając mu jakąś grubsza bluzę i dresy. Key cały się trząsł z zimna.

- Połóż się – polecił mu, nakrywając go kołdrą. Kiedy wiedział, że ten jest cały i bezpieczny poczuł się lekko i spokojnie. Będzie musiał jeszcze napisać Tae, że znalazł tego pijaczynę. Key posłuchał go bez marudzenia pewnie dlatego, że był pijany i zmęczony. W innych okolicznościach już by na niego nakrzyczał, aby mu nie rozkazywał. Jonghyun przykrył go szczelnie kołdrą. Przyniesie mu jeszcze ciepła herbatę i szklankę wody. Zapewne kiedy się obudzi, będzie spragniony i na kacu. Wtedy już poradzi sobie sam, jednak póki co, może nad nim poskakać, bo sam tylko by sobie zrobił krzywdę. Poprawił mu poduszkę, idąc do kuchni. Zatrzymał się jednak, czując delikatny uścisk drobnych palców na nadgarstku. Key patrzył na niego nieco nieobecnym wzrokiem, jednak na tyle bystrym, że wydawało się, iż jest trzeźwy.

- Zostań – wyszeptał cicho, okrywając kawałek kołdry, chcąc aby ten się położył przy nim. Jong poczuł się dziwnie, bo nie wiedział, co ma zrobić. Widząc jednak tą minę, poczuł, że pęka. Zdjął z siebie koszulkę oraz spodnie, zostając w samych bokserkach. Sam wolał kiedy było chłodno, jednak drugi raz nie może dostać takiej okazji. Ułożył się obok niego, w stosownej odległości.

- Śpij już – wyszeptał, przymykając oczy. Sam czuł, że zmęczenie go dopada, a Morfeusz otula go ramionami. Jednak to nie były jego ramiona, lecz drobnego blondyna, który przysunął się bliżej bruneta, wczepiając w niego. Key wtulił nos w szyję mężczyzny, mrucząc cicho pod nosem. Jong niepewnie go objął, czekając na dalszy rozwój wydarzeń, który jednak nie nadszedł. Kibum zasnął niemal natychmiast, kiedy poczuł ciepło ciała Jonghyuna. Brunet zagryzł mocniej wargę, w końcu jednak i on się rozluźnił, pewniej obejmując chłopaka, wtulając nos w jego włosy. Pachniały papierosami, alkoholem i delikatną nutą truskawkowego szamponu. Z jednej strony zapach niezbyt przyjemny, jednak w ostateczności odpowiadający mu w tym momencie. Czy dlatego, że w końcu miał tego czego chciał doświadczyć od tak dawna? Nie udawał przed samym sobą, że chciał zasnąć przy Kibumie, poczuć jak to jest. I było cudownie. Nawet jeśli na drugi dzień oderwie za to po głowie.

***

Key wydawało się, że w głowie stepują mu tysiące małych chochlików. Zdarzało mu się upić, jednak nigdy nie miał jeszcze takiego kaca. Zwykle znał też umiał, mimo to potrzebował się napić. Ostatnio tak wiele mu się zwaliło na głowę. Począwszy od pracy, po Minho, który znowu pojawił się w jego życiu, a jego pojawienie się wywołało w nim masę sprzecznych emocji. Bał się, że wszystkie te uczucia, które dawniej do niego żywił, powrócą ze zdwojoną siłą. Nie tylko nienawiść czy obrzydzenie ale i miłość. Nie chciał tego, bo zraniłby nie tylko sam siebie, ale i Taemina. Jego dobro brał ponad swoje. W końcu ten dzieciak był przy nim taki szczęśliwy i wyglądał niczym promienne słoneczko. Do tego, z tego co pamiętał, dzwonił do niego w nocy. Pewnie Tae się teraz zamartwiał. Powinien do niego napisać lub zadzwonić. Był tylko jeden problem. Nie mógł się ruszyć. Czuł pod palcami delikatną skórę, czuł ciepło drugiego ciała i wdychał delikatny zapach perfum. Perfum, które już gdzieś czuł, teraz jednak jego przyćmiony umysł nie umiał skojarzyć właściciela. Key bał się oderwać i spojrzeć na twarz mężczyzny. Spiął się, czując dłoń głaszczącą go delikatnie po plecach. Usłyszał niewyraźny pomruk i poczuł gwałtowniejszy ruch. Zamknął od razu oczy, udając, że śpi. Mężczyzna zaczął marudzić pod nosem, co dla Kibuma brzmiało niczym bezsensowny zlepek sylab. Starał się nie ruszać, udając jak najlepiej umiał. Czuł przy tym, jak dłoń coraz śmielej pieści jego plecy, aby w końcu zniknąć. Nim ciepło drugiego ciała zniknęło, poczuł jeszcze czuły pocałunek w czoło, a dziwne ciepło rozniosło się po jego ciele, w brzuchu natomiast poczuł ucisk.

Jonghyun omiótł jeszcze sylwetkę śpiącego chłopaka wzrokiem, nim wyszedł do kuchni. Przez to wszystko nie przyniósł mu wody, ani nie napisał do Taemina. Postanowił to teraz nadrobić, natomiast blondyn, kiedy tylko usłyszał trzask zamykanych drzwi, poderwał się do siadu, przyglądając się sobie. Miał na sobie wszystkie ubrania, do tego nawet za dużo, bo czuł, że się poci. Był również w swoim pokoju, chociaż nie pamiętał za bardzo jak tutaj trafił. Ostatnie co pamięta, to siedzenie na ławce w parku. Może Tae go znalazł i zaniósł do domu? Pewnie nie był na tyle trzeźwy, aby podać komuś obcemu adres. Portfela i tak nie miał przy sobie, bo miał go Onew, po tym jak mu go wcisnął. W sumie nawet nie pamiętał po co to zrobił, ale ludzie po pijaku robili wiele dziwnych rzeczy. Zaraz drzwi ponownie się uchyliły i wszedł przez nie brunet, który zdziwił się widząc chłopaka w pełni obudzonego.

- Jak się czujesz? – zapytał, szepcząc, aby blondyna nie rozbolała jeszcze bardziej głowa, bo sądząc po jego grymasie, kac go nie oszczędził.

- Jak jednak z twoich przepoconych, wrzuconych w kąt pokoju skarpet, do tego pogryziona przez psa – mruknął, nawet z samego rana nie szczędził sobie dogryzania Jongowi, chociaż ten tak wiele dla niego zrobił. Brunet wywrócił oczami. I dlaczego on starał się być miły, skoro w zamian był traktowany w taki sposób?

- Masz – mruknął, wciskając mu dwie szklanki. Jedna była przezroczysta z wodą, a druga miała dziwny kolor i zapach. – To receptura własna. Taki lek na kaca – dodał, wskazując palcem na drugą szklankę. Key kiwnął głową, odkładając na razie obie szklanki. Przyjrzał się dokładniej brunetowi, zauważając, że ten jest jedynie w spodniach, do tego niedopiętych do końca. Najwidoczniej to on go tutaj przyprowadził i to z nim spał w jednym łóżku. Czuł się głupio, bo wspomnienia powoli wracały. Brunet westchnął cicho, zamierzając go zostawić samemu sobie. Niech umiera w samotności.

- Jong – mężczyzna zatrzymał się w połowie kroku, słysząc cichy szept blondyna. Miał zachrypnięty głos. Brunet nie zdziwiłby się, gdyby się okazało, że się rozchorował. W końcu siedział kilka godzin na dworze. Jonghyun nie wiedział ile, ale na pewno sporo. Blondyn otwierał i zamykał usta niczym kark, aż w końcu zebrał się za to, aby wydusić to z siebie – Dziękuję – dodał, jednak nie musiał mówić nic więcej. Jong wiedział za co ten dziękował. Za to, że go szukał, że przyniósł do domu, nie zadawał pytań i został przy nim nie komentując przy tym jego zachowania. Brunet uśmiechnął się jakoś tak miękko do chłopaka, podchodząc, aby potargać go po włosach, które były w całkowitym nieładzie. Nie musiał nic więcej mówić, po prostu wyszedł, a Key potarł poliki, które go piekły. Pewnie miał gorączkę, przynajmniej miał taką nadzieję.