wtorek, 14 października 2014

Small town, creepy town - 7. Deszcz


Kibum siedział na ławce w sali biologicznej. Było już po zajęciach, ale nie śpieszyło mu się do domu. Patrzył przez okno jak grupa chłopaków ze szkolnej drużyny biega za piłką. Nigdy nie lubił się przemęczać, lecz od zawsze uwielbiał patrzeć na Jonghyuna, kiedy ten ćwiczył. Kochał ten jego naturalny wyraz twarzy, pełen radości i lekkości. Blondyn uniósł się, kiedy ujrzał Taemina przy siatce. Choi od razu podbiegł do niego, omijając osłonę boiska. Key czuł ukłucie zazdrości w piersi na ten widok. Sam często marzył jakby to było, gdyby mógł po treningu czekać na Jonga. Razem wracaliby do domu, trzymając się za ręce, tak jak Tae i Choi w tym momencie. Potrząsnął głową, odganiając od siebie przygnębiające myśli.

- Kibum? – zza pleców Key rozległ się głos. Blondyn odwrócił się, widząc w wejściu swojego sąsiada. Uśmiechnął się do niego delikatnie, zabierając zeszyt z ławki. Sehun spojrzał na niego wzrokiem trudnym do odgadnięcia, kiedy ten stał już przed nim. Chwilę patrzyli na siebie w milczeniu, aż z ust Key wydobyło się ciche westchnienie.

- Wrócimy razem? – zaproponował, na co drugi chłopak pokiwał głową, przepuszczając go w drzwiach. Nie mówiąc zbyt wiele obaj wyszli poza teren szkoły, kierując się w stronę swoich domów.

- Jestem prawie tego pewien – odparł zagadkowo, lecz Kibum rozumiał. Pokiwał głową, zerkając na niego kątek oka.

- To chyba dobrze – blondyn uśmiechnął się do niego delikatnie, zaraz odwracając wzrok. – Będzie ciężko, prawda? – dopytał, a Sehun jedynie skinął głową. Nadal czuł się niepewnie w obecnej sytuacji, lecz chciał tego. Stanęli przed domem niższego chłopaka.

- W takim razie do zobaczenia? – w głosie Sehuna było słychać niepewność. Kibum westchnął cicho, bo nie był tego taki pewien. Wyższy mężczyzna stał dopóki ten nie kiwnął mu głową.

- Tak, do zobaczenia. – przytaknął mu gorliwie, a Oh uśmiechnął się z ulgą – Pozdrów Luhana – dodał Key, bo kiedy jeszcze starszy chłopak chodził do ich szkoły często spotykali się w trójkę. Kibum odwrócił się jeszcze do znajomego, machając mu krótko nim wszedł do mieszkania.

***

Sobota była wyjątkowo pogodna. D.O postanowił nieco się odprężyć nad jeziorem wraz ze swoim psem. Chciał też się spotkać z Jonginem, bo dawno nie spędzali czasu razem. Niestety ten miał inne plany. Rozumiał to całkowicie. W końcu miał dziewczynę, zajęcia z dzieciakami i jeszcze godzina policyjna, która utrudniała im jakiekolwiek spotkania.

Kyungsoo szedł wzdłuż brzegu jeziora w lesie, rzucając co jakiś czas patyk psu. Próbował być wyrozumiały względem przyjaciela, co nie zmieniało faktu, że czuł się porzucony a jego serce łamało się na coraz mniejsze fragmenty. Do tego dzisiaj rano jak wychodził przed domem Tao stały paczki z jego rzeczami. Jego matka pozbywała się większości rzeczy. Czego on osobiście nie rozumiał, bo przecież to był jej syn i chyba powinna mieć jakiś sentyment do niego. To nawet on po kryjomu zabrał kilka zdjęć i rzeczy, które kojarzyły mu się ze zmarłym znajomym.

- Czemu jestem taki beznadziejny – westchnął cicho, szepcząc do siebie. To chyba był zaczątek psychozy skoro zaczął gadać w powietrze. D.O schylił się po patyk który przyniósł mu pies, rzucając go w głąb lasu. Kyungsoo stanął w miejscu wpatrując się w niebo. Chmury gładko sunęły po niebie. Ostatnie promienie słońca przebijały się przez korony drzew. D.O lubił czasami stanąć i podziwiać piękno natury. Kochał delikatny powiew wiosennego wiatru, śpiew ptaków czy szelest liści i chrzęst patyków pod łapami zwierząt. Obejrzał się za siebie słysząc szmer. Spodziewał się zobaczyć swojego psa, lecz zamiast tego poczuł jak ktoś łapie go mocno i niemal przewraca na ziemię. Pisnął przestraszony, kiedy został uniesiony nad ziemię. – Puszczaj! – krzyknął w panice, próbując się wyrwać z silnych objęć nieznanego mu napastnika. Po chwili usłyszał koło ucha śmiech. Pies przybiegł, kiedy tylko usłyszał głos właściciela. Usiadł kawałek od nich przyglądając się dwójce mężczyzn.

- Nie bądź taki strachliwy – wyszeptał mu do ucha przyjaciel stawiając w końcu chłopaka na ziemi. D.O spojrzał na niego butnie, odsuwając się delikatnie aby przypatrzeć się irytująco przystojnej twarzy Jongina.

- Nie miałeś być z Amber? – dopytał starając się przy tym brzmieć neutralnie, jednak była w jego głosie namacalna nuta zazdrości, a za razem radości, że ten jest teraz przy nim. Kai wzruszył ramionami zabierając z pysku psa patyk. Rzucił go ile miał sił w ramieniu, a ten pobiegł za nim szczekając szczęśliwy.

- Uznałem, że ostatnio spędzam za mało czasu z moim kochanym przyjacielem – odpowiedział w końcu na pytanie chłopaka posyłając mu jeden ze swoich powalających z nóg uśmiechów. Kyungsoo odpowiedział kiwnięciem głowy. Szli wspólnie przy jeziorze. Głównie milczeli, lecz przyjaciele często nie potrzebują słów. W końcu Jongin objął chłopaka wokół szyi przyciągając bliżej siebie. Sam pochylił się do niego, znajdując się przy nim niemal twarzą w twarz. Dzieliła ich może dwucentymetrowa odległość. D.O czuł jak mocno bije mu serce. Instynktownie zamknął oczy, lecz nie nadeszło to czego tak mocno wyczekiwał. Zamiast tego Kai pociągnął za jego skórę na poliku, dotykając worków pod oczami. – Sypiasz odpowiednio? Wyglądasz okropnie – zagadał ze smutkiem w głosie. Czuł się nieco winny, że tak go zaniedbał. Kyungsoo znowu poczuł się rozczarowany, ale pokiwał głową, uśmiechając się nieco wymuszenie.

- Martwię się ostatnimi wydarzeniami – w sumie nie kłamał mówiąc to. Jednak nie tylko to było powodem jego nieprzespanych nocy. Drugi powód znajdował się przed nim. Jongin westchnął nieprzekonany, ale odsunął się od przyjaciela. Mimo że Kai oddał mu przestrzeń osobistą, to nadal obejmował niższego chłopaka ramieniem. D.O poczuł się nieco bezpieczniejszy i spokojniejszy, ale za razem poczuł tępy ból w sercu. Nienawidził, kiedy miotały nim takie sprzeczne emocje.

Tej nocy Jongin został z przyjacielem i jak za starych czasów jedli śmieciowe żarcie przed kiepskim filmem. Śmiali się i żartowali, aby następnie uwalić się wspólnie na łóżku i w połowie chłodnej nocy wtulić się w drugiego.

***

Niedzielny wieczór był chłodny, lecz nie przeszkadzało to dwójce chłopaków, którzy siedzieli pod drzewem wtuleni w siebie. Key podsunął się wyżej składając na wargach kochanka czuły pocałunek. Jong uśmiechnął się do niego, głaszcząc z miłością po włosach, za uchem i poliku. Kibum chętnie poddał się tej pieszczocie mrucząc cicho pod nosem. Uwielbiał takie chwile, kiedy mogli siedzieć wspólnie. Co prawda wolałby być w ciepłym mieszkaniu zamiast lesie, jednak trzeba się zadowolić tym co daje nam życie.

- Jonghyunnie – wyszeptał cicho blondyn, obejmując bruneta wokół pasa. Wiatr znowu zatrząsnął koronami drzew oraz drobnym ciałem wyższego chłopaka, który w poszukiwaniu ciepła schował głowę w zagłębieniu szyi partnera. Jong poprawił koc, którym byli przykryci, całując Key za uchem. Chłopak ponownie zadrżał, lecz tym razem nie z powodu zimna. Siedzieli dłuższą chwilę w ciszy, aż w końcu to Kibum przemówił jako pierwszy. Z resztą blondyn nigdy nie umiał zbyt długo siedzieć w ciszy. – Myślałem o tym, że jeśli miałbym kiedykolwiek zginąć, chciałbym odejść w spektakularny sposób – zaczął dość kontrowersyjny temat, zerkając na Jonga, który patrzył na niego jak na wariata.

- Czemu w ogóle tak mówisz, Kibummy? – zapytał niepewnie brunet czując nieprzyjemny ucisk w podbrzuszu na myśl, że kochankowi mogłoby się coś stać.

- Każdy kiedyś umrze, Jong. Niektórzy niestety przedwcześnie, tak jak Kris czy Tao – odpowiedział mu z lekkością w głosi, zupełnie jakby nie prowadzili konwersacji na temat śmierci. Zaraz jednak Key uśmiechnął się szeroko, siadając przodem do kochanka. – Kocham cię – wyszeptał mu w usta nim złożył na nich czuły i namiętny pocałunek. Całowali się dłuższą chwilę nim w końcu to Kibum się odsunął oddychając ciężej. Jong zaczął gryźć go po szyi i obojczykach. – Chodźmy do auta. Rozgrzejemy się – jęknął cicho, kiedy zęby kochanka zacisnęły się na jego delikatnej skórze. Jonghyun pokiwał głową, pozwalając blondynowi uciec ze swoich objęć. Key czekał aż partner zajmie miejsce na tylnych siedzeniach ciemnoniebieskiego audi z 1998r. Potem sam wślizgnął się do środka zatrzaskując za sobą drzwi, siadając od razu na udach bruneta. Dłonie Jonga wkradły się pod koszulkę blondyna a usta wylądowały za uchem, gdzie Kibum miał swój czuły punkt. Jęknął głośno, opierając się dłońmi o masywny tors Jonghyuna. Brunet uwielbiał jak głos Key drżał w czasie seksu. Kochał to jak ten jęczał cicho, próbując nie być zbył głośnym, lecz koniec końców i tak nigdy nie umiał się pohamować. I blondyn nawet nie lubił się powstrzymywać. Chciał, aby Jong wiedział jak mu z nim dobrze. Jak kocha duże dłonie bruneta, które błądziły po całym jego ciele doprowadzając do szaleństwa. Zupełnie tak jak teraz. W końcu koszulki ich obu wylądowały gdzieś na przednich siedzeniach auta, a Kibum zaczął odpinać gorączkowo ekspres w spodniach kochanka. Tak dawno tego nie robili, że ostatnimi czasy Key myślał jedynie o seksie. Nie mieli wcześniej czasu ani ochoty na pieszczoty przez te morderstwa, potem zniknięcie Minho a na koniec godzinę policyjną. Chyba jedynie dzięki głupiemu szczęściu udało im się dojechać na polane i nie spotkać nikogo. Może też miasto było gorzej pilnowane niż zakładano z początku. Sam nie wiedział, jednak nie miał zamiaru zaprzątać sobie tym głowy, kiedy miał pod sobą ukochanego, który był równie spragniony bliskości co on. Kibum uśmiechnął się kątek ust łapiąc między palce twardą męskość partnera. Zaczął szybko poruszać dłonią po całej długości patrząc intensywnie w oczy Jonghyuna. Ten oddychał ciężej wytrzymując jego spojrzenie. Spojrzenie pięknych, dzikich kocich oczu w których płonęło pożądanie.

Ich usta odszukiwały siebie w półmroku, zęby uderzały o siebie, a nosy trącały się nawzajem. Key jęczał wprost w wargi starszego mężczyzny, kiedy ten odpinał mu spodnie, gryzł dolną wargę i pieścił przez uwierające w tym momencie bokserki. Nie rozbierali się do końca, chociaż w aucie było coraz cieplej a szyby zaczęły zachodzić parą. Chociaż ich uwierały przy każdym ruchu, to nie ściągali ich z siebie. Wszystko przez niewielką powierzchnie tylnego siedzenia i strach. Zawsze im towarzyszył. Może i byli w ustronnym miejscu, lecz inni uczniowie mają tendencję do chodzenia wieczorami po lesie. Mimo to Key, z małą pomocą Jonghyuna, zsunął z siebie spodnie do połowy uda wraz z bokserkami. Blondyn zagryzł mocno wargę czując jak kochanek pożera go wzrokiem. Odwrócił się nieco niezgrabnie tyłem do bruneta. Próbował dosięgnąć torby, którą zostawił na podłodze z przodu samochodu. Wypiął się przy tym do Jonga, który od razu skorzystał z okazji. Zaczął całować partnera po pośladkach i kości ogonowej, dłońmi pieszcząc uda i drażniąc wejście. Kibum oddychał ciężko, drżącymi dłońmi próbując wygrzebać z kieszeni torby lubrykant i prezerwatywy.

- Przestań – poprosił cichym i słabym głosem. Jednak Jonghyun wiedział, że ten nie chce, aby się zatrzymywał. Kibum lubił udawać niedostępnego czy zawstydzonego. Lubił często mówić nie, kiedy myślał błagam, więcej. Brunet pociągnął go z powrotem na swoje kolana. Key czuł męskość kochanka wbijającą mu się w pośladki. Zafalował biodrami, aby Jong poczuł wzbierająca w nim frustrację, niecierpliwość. Dwa głosy, dwa ciężkie oddechy wypełniały auto. Kibum z niemałym trudem usiadł znowu przodem do partnera ponawiając namiętne pocałunki. W tym czasie zakładał brunetowi prezerwatywę, a Jonghyun rozciągał blondyna. Nie mieli całej nocy, a wydawało im się, że wszystko trwa nieskończoność. Co za razem było dobre, jak i złe. Key pragnął już poczuć się jednością z kochankiem, ale wiedział, że rozstanie jest z każdym jękiem, każdym ruchem palców w jego wnętrzu coraz bliżej. Znowu będą dla siebie obcy. Znowu będzie czuł się samotny w znienawidzonym miasteczku.

- Gotowy? – zapytał Jong, kiedy przestał czuć opór po dodaniu trzeciego palca. Key pokiwał szybko głową, zagryzając zęby na dolnej wargę. Jong złapał członka u nasady, czekając cierpliwie na Kibuma. Prezerwatywa była już nawilżona, więc nie potrzebowali dodatkowej porcji lubrykantu. Blondyn ułożył dłonie na ramionach Jonghyuna zaczynając opadać w dół. Czuł jak przez okręg mięśni przechodzi główka penisa. Brunet westchnął cicho, kładąc ręce na udach partnera. Poczuł zniecierpliwienie, więc przycisnął Key do swojego krocza. Ten w odpowiedzi jęknął donośnie, zaciskając mocniej uda wokół pasa bruneta, paznokcie wbijając w jego plecy drapiąc je i raniąc niemal do krwi. Przyjemność pomieszana z bólem. Słodko-gorzka miłość, baby.

- Za szybko… - wyszeptał w kark kochanka, lecz już po chwili zaczął poruszać biodrami. Unosił się i upadał czując dreszcze przechodzące po całym jego ciele. Jong był jednym, który znał Kibuma od tej strony i nie chciał, aby ktokolwiek go zobaczył takiego. Nie chciał, aby ktoś jeszcze widział te cudowne rumiane poliki, zaróżowioną klatkę piersiową, która unosiła się szybko i gwałtownie. Pragnął posiadać tylko dla siebie te słodkie, lekko napuchnięte od pocałunków usta. Marzył o tym, aby te iskrzące oczy wypełnione miłością i pożądaniem były skierowane tylko na niego. I tak też było. Key nie widział świata poza Jonghyunem. Jednak czasami to, co przesłania nam widok na świat jest jedynie przeszkodą.

Jęki i westchnienie przyjemności wypełniały auto. Kibum odchylił się do tyłu, rękoma łapiąc się przednich foteli. Czuł wzrok kochanka przesuwający się po jego ciele. Kochał to uwielbienie wypisane w jego oczach. Rozchylił nogi na ile mógł przez nieściągnięte spodnie. Jong zostawiał na jego żebrach i obojczyku kolejne malinki, samemu wypychając biodra do góry wychodząc naprzeciwko posunięciom blondyna. Nie byli pewni ile minęło, lecz kiedy Jonghyun doszedł zaraz po Kibumie, zegar na desce rozdzielczej wskazywał piętnaście po drugiej. Key oparł czoło o ramię bruneta uspokajając oddech. W końcu uniósł się na drżących kolanach z ciężkim westchnieniem uwalając się obok. Jong zdjął prezerwatywę więżąc ją na końcu, wywalając przez okno. Blondyn przymknął powieki, palcem kreśląc wzory po swoim brzuchu czując jak nasienie wciera się w jego skórę.

- Kibummy – Jong pokręcił głową widząc co ten wyrabia. Kiedy podciągnął spodnie, sięgnął do przednich foteli wyjmując paczkę chusteczek z torby Key. Wyciągnął jedną, wycierając dokładnie kochanka. Ten uśmiechnął się słabo w podzięce. Brunet często opiekował się partnerem w taki sposób po seksie. Kibum zwykle opadał całkowicie z sił po orgazmie, więc wtedy to Jong miał okazję się wykazać. Przez następne pół godziny po prostu siedzieli wtuleni na tylnej kanapie słuchając radia. – Czas wracać… - odparł brunet, kiedy jego wzrok wylądował na zegarze. Key również spojrzał w tamtym kierunku i niechętnie przytaknął. Blondyn zatopił się w przednim fotelu czując lekki dyskomfort przy siadaniu. Przez całą drogę milczeli. Jong był skupiony na drodze, natomiast Kibum patrzył gdzieś w przestrzeń. Zupełnie jakby myślami, czy nawet świadomością odpłynął gdzie indziej.

- Podwieź mnie pod dom – wyszeptał cicho, kiedy wjeżdżali w zabudowaną część miasta.

- Jesteś pewien? – dopytał brunet. W końcu zwykle zostawiał go co najmniej dwie ulicę wcześniej, gdzie kręciło się niewiele osób a tym samym zmniejszała się szansa, że ktoś ich przyłapie razem.

- Tak, rodzice myślą, że jestem u Tae, więc nikt nie będzie oczekiwał mojego powrotu – Key uśmiechnął się do Jonghyuna, lecz wydawał się dziwnie przygaszony. Brunet zwalił to na kolejną rozłąkę. Dlatego podjechał pod dom kochanka stając na krawężniku. Kibum zabrał torbę z podłogi, łapiąc za dłoń Jonga. Przysunął się do niego składając na jego wargach czuły pocałunek. – Kocham cię – wyszeptał w jego wargi z błyskiem w smutnych oczach. Brunet pogłaskał go po poliku czując ucisk w żołądku. Key zachowywał się dziwnie, wręcz niepokojąco.

- Ja ciebie też – zapewnił go o swoich uczuciach, lecz ucisk w brzuchu nie zniknął a jedynie się nasilił, kiedy blondyn uśmiechnął się słabo.

- Kocham… - powtórzył Key, składając jeszcze jeden szybki pocałunek na miękkich wargach partnera nim wyskoczył z auta. Pomachał brunetowi, stojąc na podjeździe dopóki samochód nie zniknął za zakrętem. Wtedy ręka opadła wzdłuż ciała, zaciskając się w pięść na materiale. Kibum poczuł wilgoć na polikach. – Chyba będzie padać…

***

Uczniowie zebrali się na sali gimnastycznej. Na niewielkim podeście stał dyrektor ich szkoły, a woźny obniżał mu wysokość mikrofonu. Kilka stuknięć, szmerów i uspokojenie dzieciaków krótkim kaszlnięciem.

- Zebrałem was tutaj, aby przekazać wam smutną wiadomość. Dzisiaj dotarła do mnie wiadomość, że kolejny z waszych kolegów został… zamordowany – po sali przeszedł głośny jęk niepokoju. Wszyscy rozglądali się dookoła szukając wzrokiem swoich znajomych, przyjaciół, kolegów z ławki czy ukochanych. Dyrektor uspokoił ich na ile mógł. Na czole zebrały mu się krople potu. – Pożegnaliśmy dzisiejszego dnia Kim Kibuma. Proszę, uczcijcie go minutą cichy. - nim skończył rozbrzmiał trzask starych metalowych drzwi wejściowych oraz głośny płacz Taemina. Minho, który stał obok, objął młodszego chłopaka ramieniem próbując ukrócić jego ból w swoich objęciach. W czasie, kiedy dyrektor mówił o bezpieczeństwie i prosił o zachowanie ostrożności, na końcu korytarza stała samotna postać. Pogrążona w żalu i gniewie wylewała łzy. Brunet nie przejmując się bólem będąc w szale uderzał ile siły w szafki. Kopał je, bluźnił, wyżywał się na wszystkim co miał pod ręką. Złapał za butle z wodą rzucając nią przed korytarz. Nic jednak nie było w stanie złagodzić bólu jaki czuł w sercu. Nic nie mogło sprawić, że przestanie żałować wszystkich złych chwili. Tego, że nie poczekał, aż Key wejdzie do domu. Jong czuł łzy na polikach. Ścierał je dłońmi, rękawem bluzy, lecz przybywało ich coraz więcej. W końcu opadł wykończony na kolana. Nie powstrzymywał się już. Płakał niczym dziecko. Ryk pełen smutku wypełnił korytarze. Jonghyun nawet nie czuł bólu w dłoniach, na których zdarł skórę aż do krwi. W tym momencie przedstawiał sobą całe nieszczęście ludzkie. Stracił w jednej chwili wszystko. Kibum był dla niego całym światem, który runął, spłonął. I nie pozostał po nim nawet popiół. 

___________________________________________________________________________________________________

W końcu po miesiącu dodałam cokolwiek... Już rozumiem jak ludzie mogą nie napisać nawet jednego rozdziału przez kilka miesięcy. Do tego czekaliście miesiąc i dostaliście taki rozdział. Proszę, nie zabijajcie mnie za to co zrobiłam ;< 

Postaram się teraz częściej wchodzić na bloggera i pisać. No i oczywiście nadrobić to co inni dodali, bo w sumie przez cały miesiąc weszłam może z dwa czy trzy razy. Jednak powiedzmy, że się ogarnęłam ze szkołą, tylko pewnie będę musiała polubić kawę, aby dać radę wrócić do dawnego tempa pisania. 

Niemniej mam nadzieję, że na kolejny rozdział już będziecie krócej czekać~! I przepraszam za wszelkie błędy. 
Zaległości nadrobię jakoś niedługo.